Portal | Blog | Album | Chat
IPB

Witaj GOŚCIU ( Zaloguj się | Rejestracja )

 
Reply to this topicStart new topicStart Poll

Drzewo · [ Standardowy ] · Linearny+

> Opowiadanie: Błędy młodości, Fallout: 2238 :) - Uwaga, wulgaryzmy!

post 18-09-2009, 10:29
Post #1




SHM-1
Group Icon
Grupa: GWR-5
Postów: 321
Nr użytkownika: 104
Dołączył: 06-12-2002

[!!!Od razu uprzedzam, że w opowiadaniu znajdują się wulgaryzmy. Władze forum przepraszam, aczkolwiek nie wydaje mi się, aby bez nich dało się oddać charakter pustkowi- dlatego też proszę aby tak pozostało. Dlatego też młodzieży i starsze kobiety - proszę nie czytać.!!!]


Świdrujący czaszkę ból zbudził młodego mężczyznę. Kiedy jego oczy zdążyły przyzwyczaić się do bijącego wprost w jego twarz światła, zaczął nerwowo rozglądać się po sali, w której leżał.

- Chyba żyje, choć wygląda tak, jakbyśmy właśnie obudzili zmarłego. – Ciężki, chrapliwy głos zabrzmiał gdzieś nad chłopakiem.

- Okay. Tyle mogliśmy zrobić. Teraz zabierzcie go stąd jak najszybciej. Nie potrzebujemy tu takich, którzy nie potrafią zadbać sami o siebie. – Odpowiedziała młoda kobieta, siedząca na jednym z metalowych biurek.

- Zaraz! Moment. Gdzie ja jestem?! Co się dzieje? – Zaskomlał ledwo żywy powód całego zamieszania, próbując się podnieść. Przenikający ból przybił go z powrotem do łóżka.

- A co? Nie pamiętasz? – Spytała kobieta. Była młoda. Prawdopodobnie byłaby też piękna, gdyby nie blizny pokrywające jej twarz. – Rany. Nie wiem co zrobił Ci nasz doktor ale chyba nie wszystko poszło tak jak miało. Wiesz, ratujemy ludzi, jasne ale nasz kochany doktorek lubi czasem poeksperymentować na żywych obiektach. Oczywiście w zamian za uratowanie życia. Wciąż wychodzisz na tym całkiem nieźle. Chociaż czekaj! – Przerwała na moment, by wybuchnąć śmiechem i dodać – Może to ta kula, która prawie rozjebała Ci czachę?

Chłopak wciąż nie wiedział co się dzieje dookoła. Złapał się za głowę i wymacał opatrunek. Po chwili, zorientował się, że za sprawą bandaża widzi tylko na jedno oko. Chwilę zastanawiał się jakim cudem dopiero teraz zwrócił na to uwagę…

- Może nie pamięta. I nie będzie pamiętał. Amnezja, te sprawy. Nie zdziwiłbym się. Spójrz na niego. On nie powinien był tego przeżyć. No jak, chłopaku? – Przed oczami pojawił mu się wielki mężczyzna, ledwo co wbity w metalowy, pięknie lśniący pancerz. Palił papierosa, przy okazji wydmuchując cały dym w twarz przywróconego do życia młodzieńca.

– Jaka jest ostatnia rzecz jaką pamiętasz?

Fallout: Błędy młodości

Wielki, obrzydliwy skorpion, zmierzał do chłopaka z niesamowitą prędkością. Za szybko – a on cały czas potrzebował sporo czasu, aby oddać celny strzał. Po raz kolejny pociągnął za spust. Trafił w pancerz radioaktywnego stworzenia, lecz te wciąż napierało. Młody mężczyzna nacisnął spust po raz kolejny, jednak pocisk nie został wystrzelony. Nie zastanawiając się wiele, rzucił pistolet w bestie i zaczął uciekać w stronę starych, wypalonych drzew. W biegu wyciągnął nóż i rzucił się w stronę drzewa – skorpion był tuż za nim.

Przez ułamek sekundy zupełnie stracił orientację w sytuacji. Kiedy już spojrzał w górę, zobaczył wściekłe stworzenie, jego dziesięć ślepi wpatrujących się w ofiarę i ogromny odwłok, którego żądło utkwiło w korze drzewa. Chłopak wykorzystał sytuację i wykonał parę szybkich cięć. Zwierzę odskoczyło bezwładnie do tyłu i runęło na ziemię. Tym razem się udało – młody odetchnął z ulgą.

Republika Nowej Kalifornii była bezpieczna – o ile można używać tego słowa w kontekście zachodnich pustkowi. Młodzieniec wypakował z plecaka starannie odcięte pięć segmentów z żądłami skorpionów. Uśmiechnął się głupio do stojącego naprzeciw człowieka.

- Spierdalaj mi z tym! – Krzyknął handlarz.

- Ale?! No moment!

- Spierdalaj, mówię! – Odpowiedział niewzruszony mężczyzna, opierając się o wielkie, dwugłowe bydle. Chłopak nie raz zastanawiał się jakim cudem praktycznie wszystkie krowy mutowały w ten sam sposób. I czemu wszystkie mają akurat dwie głowy. Kiedyś słyszał od kogoś, - w ramach ciekawostki - że przed wojną brahmany miały tylko jeden łeb. „To musiało idiotycznie wyglądać” pomyślał. W końcu zebrał się w sobie.

- Cały dzień! Cały :cenzura: dzień zapierdalam po pustyni, strzelając, dźgając i tłukąc te wielkie bydlaki. Prawie straciłem życie. To musi być coś warte!

Handlarz odpowiedział pustym śmiechem.

- Chłopaczku. Po kiego :cenzura: mi to jest? Przynieś mi antidotum na jad skorpiona, to dam Ci za to parę kapsli. A to wsadź se w dupę, kochanieńki. – Przez chwilę zastanawiał się patrząc w niebo, po czym dodał, śmiejąc się pod nosem. – Nie no, może lepiej nie, bo wtedy sam będziesz potrzebował odtrutki, He He… Słuchaj no. Odwróć się za siebie i zobacz tych ludzi. ONI przynoszą mi prawdziwy sprzęt. Coś, na czym da się zarobić. Codziennie dostaję tutaj pistolety, strzelby, proch strzelniczy, zbroje, radia… choć tych i tak mam już za dużo. Nikt ich nie chce, a miał być z tego złoty interes… Z resztą mniejsza z tym. Nie mam czasu, żeby z każdym klientem tyle gadać. Przeważnie daję im po trzydzieści sekund. I tak się uwijają, He He.

Rzucił związane razem żądła i odwrócił się. Zrozumiał swoją lekcję – wielki przegrany dzisiejszego dnia – młody, niedoświadczony i biedny. Kiedy zaczął odchodzić, handlarz zatrzymał go.

- Dobra, niech Ci będzie. Masz tu pięć kapsli za fatygę. Ale masz mi obiecać, że jak już zdobędziesz jakąś broń, to nie przyjdziesz tutaj rozwalić mi bebechów, He He!

Chłopak wziął należne mu pieniądze, skinął głową i odszedł. „Jak byś dał radę strażnikom! HA HA HA!” – usłyszał gdzieś z tyłu. Jednak kiedy spojrzał przed siebie, zaczął rozumieć rozbawienie, jakie wzbudził w handlarzu.

Cały kalifornijski bazar, w przeciwieństwie do każdego innego miejsca w okolicy, tętnił życiem. Dziesiątki postaci, które handlowały między sobą, kręciły się po straganach, rozmawiały o niesamowitych przygodach, wymieniały się bronią, kłóciły się między sobą, organizując spotkania poza obszarem miasta lub też czekały na towarzyszy, by ruszyć w otchłanie post-nuklearnego świata. Młody, bez doświadczenia, bez pancerza, broni ani pieniędzy – dla każdego z tych ludzi był nikim. „To nie potrwa długo” – Pomyślał, dodając sobie otuchy. Przez chwilę wydawało mu się nawet, że wie, co musi teraz zrobić. Przepychając się przez wszystkich tych pooranych wielkoludów, z pośród których wielu nawoływało by kupić ich towary lub też, że potrzebują leczenia, Jet’ów albo amunicji, dostrzegł nawet paru cwaniaków, namierzających cudze sakiewki. „Posiadanie tego wszystkiego musi być bardzo stresujące” pomyślał. Chwilę później, jego zamyślenie przerwało zamieszanie, które spowodował jeden z tych właśnie cwaniaków.

- Ty :cenzura:!

Krzyknął ktoś z tłumu. Młodzieniec zobaczył uciekającego w jego stronę, przepychającego się przez ludzi mężczyznę – trzymającego wypchaną sakiewkę w obu dłoniach. Sekundę później, jego czaszka została roztrzaskana na dziesiątki kawałków, za sprawą penetrującego ją pocisku. Martwe ciało padło na ziemię, przygniatając przy okazji chłopaka. Zrobiło się jeszcze większe zamieszanie. Chłopak wciąż leżał.

- Spokojnie, panie władzo! - Krzyknął człowiek, który strzelił, odwracając się w stronę nadbiegających strażników – Ukradł mi pieniądze, zasłużył sobie. Gdybym nie strzelił teraz, zdążyłby uciec!

Mężczyzna kłócił się przez chwilę z mundurowymi, dając czas młodemu, by wstał i skierował się w swoją stronę.

- Ej, gówniarzu! Dawaj moje pieniądze, bo tobie też rozjebię baniak! – Krzyknął poirytowany mężczyzna, trzymając w ręku swoje narzędzie śmierci – Desert Eagla z celownikiem laserowym, pięknie malującym czerwoną kropkę gdzieś między jednym a drugim okiem młodego chłopaka.

- Spokojnie, człowieku – Odpowiedział, uśmiechając się. - Twoje pieniądze leżą przy zwłokach tego tam. - Rzucił spokojnie, wskazując na ciało z zaledwie resztkami głowy.

Czyli jednak szczęście mu sprzyjało. Dorywanie się do kasy byłoby głupotą, ale radio, pistolet, amunicja i piękny nóż wojskowy złodziejaszka znalazły się w posiadaniu chłopaka. Miał tyle czasu, aby spokojnie schować to wszystko do plecaka. Nikt nie patrzył na niego w chwili zamieszania. Był z siebie dumny - wciął ile mógł, nie tracąc przy tym życia.

Z odpowiednim narzędziem pracy – zasilanym dziesięcio-milimetrowymi nabojami, mógł zabrać się za swój plan. Jakże ważne było dla niego zaprzestanie tej wiecznej tułaczki i spania gdzie tylko się da, bojąc się przy okazji o własne bezpieczeństwo. Zamierzał wybudować sobie schronienie. I to nie byle jakie.


[TBC - lub też nie. Zależy czy ktokolwiek będzie chciał czytać :) Od razu też się tłumaczę. Pisałem to nad ranem, przy kawie, mózg działa tak jak ten z opadniętą półkulą w SAD. Aczkolwiek wszelkie uwagi, nawet ostre mile widziane:) Enjoy - hopefully]
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
post 18-09-2009, 12:06
Post #2




SHM-0
Group Icon
Grupa: Obywatel
Postów: 58
Nr użytkownika: 4 600
Dołączył: 05-07-2007

QUOTE
- Spierdalaj mi z tym! – Krzyknął handlarz.


rozwaliło mnie to :D ogólnie, zacne opowiadanko, klimatyczne i fajnie pokazujące klimacik NCR ;) wpadnijcie kiedyś wieczorkiem zawsze się coś dzieje :)

Mam nadzieję, że to wstęp do jakiejś większej historii, a jeżeli kawa tak na Ciebie działa, może jakaś zrzutka na paczkę kawy dla Tommy'ego? :D
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
post 18-09-2009, 12:23
Post #3




SHM-1
Group Icon
Grupa: GWR-5
Postów: 321
Nr użytkownika: 104
Dołączył: 06-12-2002

Ha! W końcu jakiś odzew :D

No cóż. widziałem, że parę osób wcześniej czytało ale nie zostawili nawet niepochlebnej opinii - w takich wypadkach z reguły zakładam, że było na tyle kiepskie to co napisałem, że nawet się ludziom błędów wytykać nie chciało ;)

Dlatego też ucieszyła mnie twoja odpowiedź. Kawa z syropem karmelowym i czerwone lucky strike'i konkretnie - ale jeszcze trochę mi tego zostało :) Piszę, jak mi się nie chce ruszać sprzed kompa a siada serwer ^^'

Jeżeli się podoba, i znajdzie się ktoś jeszcze, kto się tymże zlepkiem zainteresuje, z chęcią napiszę coś jeszcze :)
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
post 18-09-2009, 14:54
Post #4




SHM-3
Group Icon
Grupa: GWR-4
Postów: 994
Nr użytkownika: 1 816
Dołączył: 22-12-2004

Dobre :D . Tylko przydałoby się trochę więcej pokazać historii, typu gościa zabili a po chwili go zrespawnowało, tak by to był prawdziwy FOOL2238 ;) .
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
post 18-09-2009, 15:08
Post #5




SHM-1
Group Icon
Grupa: GWR-5
Postów: 321
Nr użytkownika: 104
Dołączył: 06-12-2002

Staram się przemycić jak najwięcej cech FOnline - w miarę możliwości oczywiście ;) Ale o respawnie też myślałem, w trochę inny sposób ofkoz :)
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
post 18-09-2009, 16:09
Post #6




SHM-1
Group Icon
Grupa: GWR-3
Postów: 480
Nr użytkownika: 1 878
Dołączył: 14-01-2005

Bardzo fajne opowiadanie. Świetnie oddałeś klimat NCR i wastelandowego handlowania. Obrazowo piszesz, więc pisz więcej jeśli lubisz. Lubię czytać tego rodzaju opowiadanka :)
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
post 30-09-2009, 19:14
Post #7




SHM-1
Group Icon
Grupa: GWR-5
Postów: 321
Nr użytkownika: 104
Dołączył: 06-12-2002

Wiatr wzburzał kłęby piachu, atakujące nieprzerwanie młodego podróżnika. Jeżeli dało się wybrać gorszy dzień na budowę schronienia, to mógł to być jedynie 23 Października, roku 2077. Jednak młodzieniec nie miał zamiaru się poddać. Błąkając się niestrudzenie, po pustkowiach, wyszukiwał grupek młodych gekonów oraz zagubione brahminy. Potrzebował skór – i to wielu, jeżeli jego nowy dom miał przetrwać choćby taką właśnie burzę piaskową. Szczęście mu sprzyjało. W końcu po paru godzinach poszukiwania, trafił na niewielkie stadko dwugłowych, osłabionych burzą stworzeń, które bezlitośnie wybił – dając przy tym upust agresji. „Życie w tych czasach jest ciężkie – dokonuję prostego wyboru. Ja albo wy. I zgadnijcie co wybrałem” – Powtarzał sobie w myślach, ładując kule w kolejne bezbronne stworzenia. Miał nadzieję, że kiedyś powie tak każdemu z tych wielkich, groźnych twardzieli, których spotykał w NCR – a potem naciśnie spust. W końcu, po paru godzinach miał odpowiednie zapasy, by rozpocząć budowę tego cudu architektury, jakie stworzył we własnej głowie. Musiał tylko znaleźć odpowiednie miejsce. Schronienie – jeżeli miało spełniać swoje warunki, musiało być niezauważalne dla mijających je karawan, a tym bardziej wszelkich złoczyńców grasujących po okolicznych terenach. O ile nie mógł wybrać miejsca, co do którego miałby pewność, że nie będzie ono odkryte, starał się zminimalizować takie szanse. Budowa nowej rezydencji poszła gładko, zaś młodzieniec wykazał się niesamowitą umiejętnością kombinowania i niebywałą sprawnością w spajaniu wszelkich elementów. Miał już miejsce, gdzie mógł wypocząć i przechowywać swoje łupy. Zadbał również o to, aby trudno było dostrzec jego kryjówkę, kamuflując ją w miarę możliwości. Zadowolony z siebie, postanowił odpocząć po ciężkim dniu pracy. Zapadł w głęboki sen…

Od kiedy chłopak stracił pamięć, nękały go sny, będące swojego rodzaju wspomnieniami, lub też wyobrażeniami na temat tych paru minut przed utratą wspomnień. Pewne fragmenty snów pozostawały jednak niezmienne. Młoda dziewczyna w krótko ściętych blond włosach naciskająca na spust potężnej armaty - przypominającej SMG - wycelowanej w twarz chłopaka była jednym z tych właśnie stałych fragmentów. Niezapomniane przez młodzieńca słowa wychodzące z jej ust „Słodkich snów, Książe” oraz szyderczy uśmiech, zdający się być groźniejszy nawet od broni, która chwilę później została użyta w intencji mordu. Wcześniej zaś, młody, groźnie wyglądający mężczyzna, spoglądający na bandę uzbrojonych po zęby członków jakiegoś gangu. W tym gangu, była również blondynka z SMG. Młodzieniec, mówiący:

„Od teraz, wasze życie zacznie dobiegać końca, wcześniej niż się tego spodziewacie. Zapamiętajcie więc każdy szczegół swojej przeprawy do piekła. Nacieszcie się bólem, jaki wam zadam, bo później będzie już tylko gorzej. Nazywam się Kain. I czas aby…”

I w tym momencie mężczyzna urywa w pół słowa, by cofnąć się do tyłu pod wpływem uderzającego w jego lśniący pancerz pocisku. Wywiązuje się strzelanina. Są ofiary.

Zaś później…

Chłopak obudził się zlany potem. Kiedy wróciły do niego zmysły, zorientował się, że trzyma wycelowaną przed siebie broń. To chyba dobry nawyk. Chwilę zabrało mu pozbieranie się. Wyszedł przed swój namiot, starając się zapamiętać jak najwięcej szczegółów występujących w śnie. Z jakiegoś powodu wiedział, że dziewczyna, która do niego strzeliła, nazywała się Mia. Zastanawiał się również, czemu część snu widział z własnej perspektywy, zaś resztę z nieco bardziej odległej, tak jakby stał obok, przypatrując się całemu zdarzeniu. Jak widać, wyobraźnia podziałała. Oznaczało to również, że nie wszystko, co stało się w tym śnie, musiało mieć związek z faktami.

- Więc nazywam się Kain. – Wymamrotał aby sprawdzić jak czuje się z tym imieniem. I wszystko wskazywało na to, że rzeczywiście jest to jego imię. – Nazywam się Kain. – Powiedział nieco głośniej, nabierając pewności siebie.

„Teraz wszystko powinno stać się nieco prostsze” – Pomyślał, zastanawiając się nad kolejnym krokiem, który powinien poczynić. Po chwili już wiedział. Niezależnie od porażki, jeżeli porywał się na walkę z jakimkolwiek gangiem w pojedynkę, musiało to oznaczać, że nie był byle kim. Musiało to również oznaczać, że potrafił walczyć. Dlatego też musiał odzyskać dawną formę…
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
post 01-10-2009, 20:43
Post #8




Snajper Kontaktowy Ojciec Założyciel fMUDa
Group Icon
Grupa: Fallout Corner
Postów: 1 788
Nr użytkownika: 319
Dołączył: 22-02-2003

Rozkręcasz się . mi to tam leży bo akurat mi się książka skończyła :P

mała porada dialogi pisz pogrubione a myśli kursywą ... lepiej się czyta gdy tłuste litery spływają ci z ust a te nieco powykrzywiane wpływają do głowy :)
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post

Reply to this topicTopic OptionsStart new topic
1 Użytkowników czyta ten temat (1 Gości i 0 Anonimowych użytkowników)
0 Zarejestrowanych:
 

Wersja Lo-Fi Obecna data i czas: 22-09-2019, 15:42