Portal | Blog | Album | Chat
IPB

Witaj GOŚCIU ( Zaloguj się | Rejestracja )

2 Strony  1 2 > 
Reply to this topicStart new topicStart Poll

Drzewo · [ Standardowy ] · Linearny+

> Opowiadanie: Opowieść najemnika z Richmond

Jak oceniasz opowiadanie?
 
Wymiatasz! [ 2 ] ** [14.29%]
Znakomite [ 1 ] ** [7.14%]
Bardzo dobre [ 1 ] ** [7.14%]
Dobre [ 0 ] ** [0.00%]
Średnie [ 2 ] ** [14.29%]
Kiepskie [ 5 ] ** [35.71%]
Sam zrobiłbym lepsze w godzinę! [ 3 ] ** [21.43%]
Suma głosów: 14
Goście nie mogą głosować 
post 02-07-2009, 00:53
Post #1




SHM-0
Group Icon
Grupa: Obywatel
Postów: 1
Nr użytkownika: 10 359
Dołączył: 27-06-2009

Emil Petecki - Opowieść najemnika z Richmond

Słońce powoli wstawało nad postapokaliptycznym pustkowiem. Dawne miasto Richmond podczas wielkiej wojny zamieniło się w kupę gruzów. Pośrodku miasta, gdzie niegdyś znajdował się park, dziś jest pomnik minionej Wielkiej Wojny - olbrzymi lej po bombie atomowej. Konflikt przetrwała znajdująca się w okolicznych skałach krypta nr. 6. Jednak mieszkańcy dawno ją otworzyli i częśc z nich założyła w ruinach miasta niewielką osadę, która jednak wkrótce została zaatakowana i zniszczona przez okolicznych bandytów. Więcej szczęścia mieli ci, którzy zostali w krypcie. Nie została ona jednak zamknięta i powstało w niej największe w tej okolicy miasteczko – Geigersville. Okoliczni bandyci, łowcy niewolników i najemnicy próbowali zdobyć kryptę, lecz była ona znacznie łatwiejsza do obrony niż miasteczko zbudowane na pustkowiach i mimo wielu starć nie zostało podbite. To tutaj w 2143 roku, 66 lat po Wielkiej Wojnie urodził się Franz Keller. Dziś jest rok 2167. 24-letni Franz jest najemnikiem, który najpierw strzela, a dopiero potem pyta.

Wysoki, dobrze zbudowany brunet przebudził się w swoim mieszkaniu w Geigersville. Chwilę spędził w pozycji horyzontalnej rozmyślając o nowym zadaniu jakie dostał. Kilku fagasów handlujących niewolnikami myśli, że wszystko im wolno. W czasie jednego z rajdów zaatakowali okoliczną wioskę Wilmington. Pech chciał, że znajdowała się ona pod protekcją jednego z mafiosów. Ten zaś wynajął do Kellera, by zajął się nimi jak należy. Franz wstał z łóżka. Duszkiem wychylił leżącą na stoliku szklankę sznapsa i zagryzł chipsami serowymi. Powoli włożył na siebie koszulę, ciężką skórzaną kurtkę, parę znoszonych jeansów i skórzane buty z klamrą a’la Steven Seagal. Następnie sięgnął do szafki na broń i wziął z niej karabin snajperski DKS-501, Desert Eagla z powiększonym magazynkiem i po kilka magazynków do każdej z broni. Przed wyjściem sięgnął jeszcze po kilka Stimpaków i Rad-Xów. Tak na wszelki wypadek.

Po wyjściu z krypty skierował się na zachód, gdzie znajdowała się osada bandytów. Po około godzinie był już na miejscu. Odbezpieczył karabin i podczołgał się do wzgórza, z którego miał niezły widok na cały obóz. Przetarł chusteczką okular i przycisnął oko do lunety.
- Dwóch przy jednej chacie i dwóch przy drugiej. Niewiadomo ilu jeszcze jest w środku. Bułka z masłem – pomyślał. Na cel wziął największego z nich, wyglądającego na przywódcę bandy. Szyderczo się uśmiechnął. Padł strzał. Jego dźwięk odbił się od okolicznych skał po czym zamilknął.
- Kuuurwa!! Co do było?! Krzyknął stojący obok najemnik. - Cały obryzgany był kawałkami mózgu i czaszki swego dowódcy. – Szefa zajebali!!! - krzyknął padając odruchowo na ziemię.
- S*****ele atakują! – krzyknął inny – Przejmuję dowodzenie! Wszyscy kryć się bo wszystkich nas zajebią!!

Snajper uśmiechnął się. Dowódcę miał już z głowy. Przeczołgał się kilka metrów w prawo. Spojrzał ponownie w okular lunety. Na muszkę wziął tym razem jakiegoś buca, który w połowie wystawał zza rogu chaty. Padł kolejny strzał, który trafił kota w płuco.

- :cenzura:!! – krzyknął – Dostałem! Pomóżcie!!
- Są na tym wzgórzu! Na*******ać tam! – krzyknął dowódca
W jego kierunku posypały się strzały. Snajper odsunął się i odczołgał kilka metrów dalej.
- Cyngiel!
- Tak jest!
- Zbierz chłopaków i uderzajcie na to cholerne wzgórze. Chyba jest tam najwyżej kilku s*****eli więc pójdzie gładko!
- Tak jest!

Niski najemnik, zwany cynglem zebrał po lewej dwóch ludzi i kryjąc się ruszyli w kierunku wzgórza. Dowódca i jakiś inny bandyta po prawej dawali mu ogień zaporowy. Nie był on jednak zbyt celny i bardzo ograniczony niedoborami amunicji.

Kryjąc się Franz znów spojrzał w okular. Nikt się jednak nie wychylił. Po chwili jednak zza dużego kamienia wyjrzał jeden z najemników. Snajper nie zmarnował takiej okazji i po chwili padł kolejny strzał. Kula trafiła prosto w głowę. Na pomoc mu ruszył inny z bandytów. Franz wycelował i ponownie strzelił. Tym razem jednak spudłował. Zakłął pod nosem.
- Kryj się :cenzura:!!! Bo ciebie też trafią! – krzyczał cyngiel wyjmując granat. Wyrwał zawleczkę i cisnął nim w kierunku wzgórza.

Granat padł kilkanaście metrów od pozycji Franza, który był jednak dobrze osłoniony. Tumany kurzy posypały się na snajpera, który musiał wytrzeć ręką okular. Przeczołgał się kilka metrów dalej. Ponownie spojrzał w soczewkę. Tym razem skierował lufę na prawo. Wychylił się jeden z bandytów strzelających w kierunku wzgórza. Snajper strzelił i kula trafiła nieszczęśnika w brzuch. W magazynku została tylko jedna kula. Snajper postanowił przeładować. W tym czasie niebezpiecznie zbliżył się cyngiel z drugim kotem. Franz odruchowo wyjął zza pazuchy desert eagla, odbezpieczył go i znów się wychylił. Zaczął strzelać w kierunku napastników. Kot padł od razu po dwóch kulach w brzuch. Cyngiel zaś został ranny w rękę. Druga z kul zatrzymana została przez gruby, skórzany pancerz i rana jaką zadała nie była zbyt groźna. Najemnik odskoczył i skrył się za skałą. Franz wciąż leżał na ziemi. Chwycił za karabin i odsunął się od wzgórza. Wtem eksplodował granat. Cyngiel nie był jednak zbyt dobrym żołnierzem i wybuch miał miejsce daleko od Franza, który otrzepał się dziękując opatrzności za pomoc. Spojrzał ponownie w okular. Ośmielony bliskością cyngla dowódca nieopatrznie za bardzo się wychylił i po chwili wystrzelona przez snajpera kula trafiła go prosto w głowę. Przerażony Cyngiel, spostrzegł, że jest ostatnim, który przeżył.

- Poddaję się. Nie zabijaj mnie! Proszę! – krzyczał
- Dobra! Wychodź z rękami w górze! I nie próbuj żadnych sztuczek bo skończysz jak twoi kumple!

Przerażony łowca niewolników posłusznie wykonał polecenie. Franz ruszył w jego kierunku. Bandyta nie miał przy sobie wiele – ot kilka kapsli, amunicję i starego AK-112.

- Tym gównem chciałeś mnie zabić? Przecież to cud, że ten szajs wogóle strzela.
- Wiem, ale jesteśmy biedni i na nic więcej nas nie stać.
- A co z niewolnikami, których dorwaliście w Wilmington?
- Sprzedaliśmy.
- Komu?
- Nie wiem.
- Kłamiesz. Powiesz, albo zaraz będę miał na kurtce twój pieprzony mózg! – krzyknął Franz przystawiając desert eagla do głowy cyngla
- Dobra!!! Powiem. Klientem był niejaki Spotter, który prowadzi bar i burdel niedaleko stąd.
- Dzięki za pomoc. Możesz iść.
- Słucham??
- To co powiedziałem! S*******aj! Ale już!
- Dziękuję!! Bardzo dziękuję! – mówił przez łzy bandzior, po czym odwrócił się i zaczął uciekać.
- Nie myślałeś chyba, że będzie tak łatwo, co? – rzekł po chwili Franz i strzelił cynglowi dwa razy w plecy. Najemnik osunął się na ziemię i po chwili wyzionął ducha. – Nie chciałem tylko abyś mi kurtki ubrudził s*****elu…

Franz ruszył w kierunku chaty. Bandyci istotnie byli biedni. Łupów nie było zbyt wiele – kilkanaście kapsli, trzy stimpaki i paczka mentatów.

- Jeśli nie przyprowadzę porwanych to z premii nici. – pomyślał Franz – Na szczęście ten burdel jest niedaleko. Keller posiedział trochę w chacie objadając się znalezionym tu jedzeniem. Po około godzinie ruszył w dalszą drogę. Burdel „Raj Spottera” jest miejscem do którego zagląda niejeden wędrowiec. Keller nierzadko bywał tu i wykonywał już niejedno zlecenie dla właściciela przybytku. Franz poprawił włosy i wszedł do środka. Widok jak w typowym salonie masażu. Prostytutki szlajające się po korytarzu czekając na klienta i oczywiste dźwięki dochodzące z pokojów obok. Franz nie miał jednak czasu na zabawę i skierował się prosto do „recepcji”.

- Pragnę spotkać się ze Spotterem. Mam do niego pewną sprawę.
- Zaraz, zaraz… Ja cię znam. Ty jesteś Franz Keller. Odwaliłeś dla nas kilka fuch. Chodź za mną.

Keller poszedł za odźwiernym. Przed wejściem zmuszony był jednak oddać swoją broń dużemu osiłkowi stojącemu przed drzwiami. Do biura Spottera wszedł już jednak sam.

- Witaj Franz! – rzekł z nieco udawanym uśmiechem właściciel, tego przybytku – Co cię do mnie sprowadza? Szukasz jakiejś fuchy?
- Nie tym razem. Masz coś, co należy do mojego zleceniodawcy, a ja chciałbym to odebrać. – rzekł bez ogródek Keller
- A co to takiego?
- Dwie panie w twoim przybytku. Te, które nabyłeś od Bandy Kła.
- Nie mogę ci ich oddać. Dobrze o tym wiesz. Ale mogę ci je sprzedać. 100 kapsli sztuka
- Nie mam tylu.
- Twój pech.
Franz silnym ciosem zwalił z nóg alfonsa. Zza jego pazuchy wyciągnął pistolet Gaussa PPK12.
- Nareszcie jakiś porządny łup! – pomyślał

Z szuflady biurka wyciągnął kapsle i trochę amunicji do pistoletu. Następnie skierował się w kierunku wyjścia.

- Rozmowa skończona? – spytał mięśniak stojący przed drzwiami
- Taaa, definitywnie skończona. Rzekł Franz, po czym oddał jeden, celny strzał, który natychmiast zabił osiłka. Następnie zabrał swoją broń, leżącą na stoliku.

Po wyjściu z długiego korytarza, który prowadził do Sali głównej napotkał go odźwierny.
- Jak rozmowa?
- Dobrze. Daj mi te dwie dziwki, które kupiliście ostatnio.
- Ale, będę potrzebował zgody szefa.
- On już jej nie wyda. Jeśli chcesz żyć rób co każę.
- Oczywiście.

Franz gotowy był na walkę z ochroną, ale jak się okazało poza osiłkiem i dwoma zapijaczonymi kretynami, którzy akurat byli „na bani” nikt już nie chronił domu publicznego, gdyż Spotter zbiedniał tak bardzo, że nie miał czym im płacić. Odźwierny wrócił po kilku minutach razem z dziwkami.

- Oto one.
- Wy jesteście z Wilmington?
- Taa. Czego pan chce? – rzekła jedna z nich
- Wysłano mnie bym was uratował i przyprowadził z powrotem do wioski.

Na twarzy kobiet pojawiły się wyrazy szczęścia. Franz udał się wraz z nimi do wyjścia, bacznie obserwując jednak tyły. Nikt nawet nie próbował go zatrzymać. Wszyscy wiedzieli, jak kończą ci, którzy wchodzą mu w drogę. Najemnik wykonał kolejną misję…
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
post 02-07-2009, 22:21
Post #2




Newsman Shamo
Group Icon
Grupa: Newsman
Postów: 455
Nr użytkownika: 1 895
Dołączył: 22-01-2005

QUOTE
Okoliczni bandyci, łowcy niewolników i najemnicy próbowali zdobyć kryptę, lecz była ona znacznie łatwiejsza do obrony niż miasteczko zbudowane na pustkowiach i mimo wielu starć nie zostało podbite.
Powinno być raczej „nie została podbita” bo zdanie zaczyna się od słowa „krypta” i to ona nie została podbita.

Franz Keller jakieś delikatne i świadome nawiązanie do Franza Maurera z „Psów”?

QUOTE
znajdowała się ona pod protekcją jednego z mafiosów.
Bardziej pasowałoby „pod ochroną” ta „protekcja” brzmi strasznie „zagranicznie”, ale to tylko moje zdanie.

QUOTE
Ten zaś wynajął do Kellera,
Brakuje jakiegoś słowa lub jest o jedno słowo za dużo.

QUOTE
Po wyjściu z krypty skierował się na zachód, gdzie znajdowała się osada bandytów. Po około godzinie był już na miejscu. Odbezpieczył karabin i podczołgał się do wzgórza, z którego miał niezły widok na cały obóz. Przetarł chusteczką okular i przycisnął oko do lunety.
Frantz może i miał widok na cały obóz, czytelnik nie. Przydałby się jakiś bardziej rozbudowany opis tego całego obozowiska po to chociażby żeby ktoś kto czyta to opowiadanie mógł narysować sobie w głowie plan sytuacyjny i na bierząco uaktualniać w nim sytuacje taktyczną. Przydaje się to zwłaszcza w dynamicznych scenach walki ażeby czytelnik nie pogubił się w tym gdzie kto poszedł, kto za czym się ukrywa i dlaczego właśnie za tym. Czytając dalej to opowiadanie zgubiłem się kiedy przeciwnicy zaczeli flankować naszego snajpera.

QUOTE
Co do było?!
Literówka najpewniej.

QUOTE
- Kuuurwa!! Co do było?! Krzyknął stojący obok najemnik. - Cały obryzgany był kawałkami mózgu i czaszki swego dowódcy. – Szefa zajebali!!! - krzyknął padając odruchowo na ziemię.
- S*****ele atakują! – krzyknął inny – Przejmuję dowodzenie! Wszyscy kryć się bo wszystkich nas zajebią!!
Jakoś tak za dużo wulgaryzmów na mój gust. Rozumiem że on jest twardym bandytą ale tu brzmi raczej jak dres na ustawce.

QUOTE
Padł kolejny strzał, który trafił kota w płuco.
Uważaj z tym slangiem bo ja na przykład nie za pierwszym razem załapałem że on nie trafił jakiegoś miłego futrzaka tylko to taka twoja twórcza nazwa dla jednego z bandytów.

QUOTE
- Są na tym wzgórzu! Na*******ać tam! – krzyknął dowódca
To dowódca żyje czy nie? Przed chwilą przecież dostał kulkę w łeb.

QUOTE
W jego kierunku posypały się strzały.
Zły podmiot zdania. W połączeniu z poprzednim zdaniem sugerują one że to w stronę dowódcy posypały się strzały.

QUOTE
- Cyngiel!
- Tak jest!
- Zbierz chłopaków i uderzajcie na to cholerne wzgórze. Chyba jest tam najwyżej kilku s*****eli więc pójdzie gładko!
- Tak jest!
Ten dowódca to jakiś niespecjalnie bystry jest? Do tej pory snajper strzelił do nich raptem dwa razy a wypowiedz dowódcy sugeruje jakoby byli pod naprawdę zmasowanym ogniem. Ja wiem że trzeba dodać dramaturgii tej całej scenie ale nawet średnio rozgarnięty żołnierz po zobaczeniu dwóch bardzo celnych strzałów w odstępie minuty czy dwóch zorientuje się że ma do czynienia co najmniej ze strzelcem wyborowym.

QUOTE
Franz wycelował i ponownie strzelił. Tym razem jednak spudłował. Zakłął pod nosem.
- Kryj się :cenzura:!!! Bo ciebie też trafią!
Znowu zmieniasz podmiot zdania bez uprzedniego zaanonsowania go w jakiś sposób co prowadzi do tego że ten fragment brzmi jakby Cyngiel krzyczał do Frantza a nie do jednego ze swoich kamratów.

QUOTE
który musiał wytrzeć ręką okular
Rękawem raczej, ręką niczego nie wytrzesz, co najwyżej jeszcze bardziej upalcujesz.

QUOTE
Wychylił się jeden z bandytów strzelających w kierunku wzgórza. Snajper strzelił i kula trafiła nieszczęśnika w brzuch.
To jak on się wychylił że w brzuch dostał? Ludzie przy wychylaniu się zza osłony mają tendencję do wychylania co najwyżej głowy, ręki z bronią i barku.

QUOTE
Druga z kul zatrzymana została przez gruby, skórzany pancerz i rana jaką zadała nie była zbyt groźna.
Kula z Desert Eagla zatrzymana przez skórzany pancerz? Ty wiesz że to strzela amunicją .44 magnum prawda? (A czasem i .50AE) Ale dobrze, możemy to zapisać na konto trzymania się realiów gry a nie realiów naszego świata.

QUOTE
Bandyta nie miał przy sobie wiele – ot kilka kapsli, amunicję i starego AK-112.
A to wiemy skąd? Przecież Frantz go nie przeszukał jeszcze.

QUOTE
- Wiem, ale jesteśmy biedni i na nic więcej nas nie stać
Cały ten tekst zabrzmiał jakby wypowiedział go jakiś biedny, słaby i niezaprawiony w boju chłop broniący swojego pola a nie brutalny łowca niewolników. Postaraj się sobie wyobrazić całą tą scenę i nie zaśmiać się. „Wiesz stary, wybacz że nie dalimy rady skopać Ci dupy ale my biedne chłopcy som, ledwie wystarcza nam od pierwszego do pierwszego”.

QUOTE
- A co z niewolnikami, których dorwaliście w Wilmington?
- Sprzedaliśmy.
- Komu?
- Nie wiem.
- Kłamiesz. Powiesz, albo zaraz będę miał na kurtce twój pieprzony mózg! – krzyknął Franz przystawiając desert eagla do głowy cyngla
- Dobra!!! Powiem. Klientem był niejaki Spotter, który prowadzi bar i burdel niedaleko stąd.
- Dzięki za pomoc. Możesz iść.
- Słucham??
- To co powiedziałem! S*******aj! Ale już!
Cały ten dialog zabrzmiał mi bardzo „Falloutowo 3” w nie najlepszym tego słowa znaczeniu. Jest absolutnie minimalistyczny, jak z typowej gry cRPG kiedy musimy po prostu dostać informacje gdzie iść dalej. Ty piszesz opowiadanie i tekst to wszystko co w nim masz, więc postaraj się dać nam go tu więcej. Swoją drogą, nigdzie nie czytamy że Frantz zabiera temu kolesiowi broń. A jedno z praw wszelkiego pisarstwa jest mniej więcej takie „Czego czytelnik nie może przeczytać to się zwyczajnie nie wydarzyło”. Czytelnik nie będzie potrafił wejść Ci do głowy i sprawdzić że ty zaplanowałeś tam sobie że łowca niewolników jest już rozbrojony.

QUOTE
Widok jak w typowym salonie masażu. Prostytutki szlajające się po korytarzu czekając na klienta i oczywiste dźwięki dochodzące z pokojów obok.
Ja nie wiem w jakich ty bywasz salonach masażu ale pozwól mi uświadomić sobie że istnieje mnóstwo form masażu które wcale nie wiążą się z jakąkolwiek formą seksualnego współżycia. Miałeś chyba na myśli „agencje towarzyską” tudzież „dom uciech” „jaskinie rozpusty”. Jeśli ten salon masażu to miał być eufemizm to zupełnie nieudany.

QUOTE
- Dwie panie w twoim przybytku. Te, które nabyłeś od Bandy Kła.
- Nie mogę ci ich oddać. Dobrze o tym wiesz. Ale mogę ci je sprzedać. 100 kapsli sztuka
- Nie mam tylu.
- Twój pech.
Franz silnym ciosem zwalił z nóg alfonsa. Zza jego pazuchy wyciągnął pistolet Gaussa PPK12.
- Nareszcie jakiś porządny łup! – pomyślał

Z szuflady biurka wyciągnął kapsle i trochę amunicji do pistoletu. Następnie skierował się w kierunku wyjścia.
Może to zabrzmi dziwnie ale polecam Ci spróbować zwalić kogoś z nóg jednym ciosem gołej ręki. Swoją drogą, dużą musiał mieć tą „za pazuchę” alfons skoro zmieścił w niej taką kobyłę jak pistolet Gaussa.

QUOTE
- Dobrze. Daj mi te dwie dziwki, które kupiliście ostatnio.
Daj mi? A co to, one są jakieś pomniejszone i można je wsadzić do kieszeni? Powinno być raczej „Zaprowadź mnie do tych dwóch nowych dziwek, szef właśnie przekazał je mnie” czy coś podobnego.


QUOTE
Odźwierny wrócił po kilku minutach razem z dziwkami.

- Oto one.
Cholera, to na prawde brzmi jakby one były w proszku albo wystrugane z drewna.

A teraz podsumowanie całości: Masz dobre chęci, to ważne. Zalecałbym Ci jednak zdecydowanie mniejsze wzorowanie się na grze i opisywanie nam tutaj wydarzeń tak jakbyśmy sami w tą gre grali. Całe to opowiadanie to jedna wielka pokazówka tego jaki zajebisty, niepokonany i wspaniale mężny jest główny bohater. W tym opowiadaniu nic czytelnika nie zaskakuje. Jest bohater który dostaje absolutnie banalną misję. Podczas wykonywania jej zabija paru złych kolesi w efektowny sposób, a na koniec ratuje damę z opresji. Nuda, nuda do kwadratu. Wysil się i wymyśl coś co nie będzie opisem tego co spotkało Cię w jakiejś grze.

Kolejna sprawa, zdecydowanie za dużo w tym opowiadaniu akcji a za mało opisów otoczenia. Rozumiem że nikt przy zdrowych zmysłach nie ma ochoty przebijać się przez rozwlekłe opisy niczym z powieści Elizy Orzeszkowej ale całe twoje opowiadanie duży by zyskało gdybyś zawarł w nim więcej malowniczych opisów tego co się dzieje, jak kto wygląda, jaka jest pora dnia, godzina, otoczenie, co czuje bohater.

Pamiętaj że opowiadania to nie gry, w opowiadaniach nie chodzi o wodotryski i dynamiczną akcje pełną adrenaliny. W opowiadaniach chodzi o przemyślaną historię, umiejętne tworzenie atmosfery przez opisy, kunsztowne kreowanie zdań które mają czytelnika zaskoczyć i pokazać że znasz się na pisaniu.

Umieść więcej książkowości a mniej growości w twoich opowiadaniach, taka moja rada na koniec.



User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
post 02-07-2009, 23:13
Post #3




SHM-0
Group Icon
Grupa: Obywatel
Postów: 97
Nr użytkownika: 4 195
Dołączył: 25-02-2007

QUOTE(Naparstek_prawdy @ 02-07-2009, 00:19)
(...)
- Cyngiel!
- Tak jest!
(...)
Niski najemnik, zwany cynglem zebrał...
*

Czemu ksywa cyngiel nie zasłużyła na wielką literę?
QUOTE(Naparstek_prawdy @ 02-07-2009, 00:19)
Kryjąc się Franz znów spojrzał w okular. Nikt się jednak nie wychylił. Po chwili jednak zza dużego kamienia wyjrzał jeden z najemników. Snajper nie zmarnował takiej okazji i po chwili padł kolejny strzał. Kula trafiła prosto w głowę. Na pomoc mu ruszył inny z bandytów. Franz wycelował i ponownie strzelił. Tym razem jednak spudłował. Zakłął pod nosem.
(...)
Keller poszedł za odźwiernym. Przed wejściem zmuszony był jednak oddać swoją broń dużemu osiłkowi stojącemu przed drzwiami. Do biura Spottera wszedł już jednak sam.
*

Powtarzanie się wyrazów. To właściwie nie jest błąd, ale wpływa na estetykę tekstu, delikatnie sugerując ubogie słownictwo autora. Ale nie przejmuj się, ja sam często tak robię, a wśród znajomych i tak uchodzą za filologa...
QUOTE(Zdzisiu @ 02-07-2009, 21:47)
Bardziej pasowałoby „pod ochroną” ta „protekcja” brzmi strasznie „zagranicznie”, ale to tylko moje zdanie.
*

A o protektoratach na historii Cię nie uczyli? Jeśli historycy używają takich słów, to jakie inne może być bardziej polskie? Nawet mama przypominająca mum, nie jest naleciałością z Zachodu... I tak, wiem, że to tylko Twoje zdanie :P
QUOTE(Zdzisiu @ 02-07-2009, 21:47)
Frantz
*

Kto?
QUOTE(Zdzisiu @ 02-07-2009, 21:47)
Literówka najpewniej.
*

:D
QUOTE(Zdzisiu @ 02-07-2009, 21:47)
Jakoś tak za dużo wulgaryzmów na mój gust. Rozumiem że on jest twardym bandytą ale tu brzmi raczej jak dres na ustawce.
*

Pasuje to konwencji, zważ na morale i skille Cyngla.
QUOTE(Zdzisiu @ 02-07-2009, 21:47)
Uważaj z tym slangiem bo ja na przykład nie za pierwszym razem załapałem że on nie trafił jakiegoś miłego futrzaka tylko to taka twoja twórcza nazwa dla jednego z bandytów.
*

To stara dupa z Ciebie, bo do gimnazjum się nie załapałeś :P
QUOTE(Zdzisiu @ 02-07-2009, 21:47)
Cały ten tekst zabrzmiał jakby wypowiedział go jakiś biedny, słaby i niezaprawiony w boju chłop broniący swojego pola a nie brutalny łowca niewolników. Postaraj się sobie wyobrazić całą tą scenę i nie zaśmiać się.
*

Ciężko mi wyobrazić sobie złego gościa, który kompletnie bezbronny nie udawałby kogoś innego. Choćy i niewinnej owieczki. Tutaj koleś ma u mnie plus za reazlim.
QUOTE(Zdzisiu @ 02-07-2009, 21:47)
Może to zabrzmi dziwnie ale polecam Ci spróbować zwalić kogoś z nóg jednym ciosem gołej ręki.
*

Jakbyś naprawdę się postarał i przywalił łokciem w czoło (zakładam, że jesteś zdrowym mężczyzną, przynajmniej młodzieńcem), to byś większość ludzi pozbawił przytomności. Jak chcesz sprawdzić, jak jeden celny cios pięścią kończy walkę, wpisz nokaut na Youtube'ie. A w założeniach Franz to nie cherlawy mieszkaniec krypty, tylko naprawdę twardy najemnik. Taki to chyba umie uderzyć?
QUOTE(Zdzisiu @ 02-07-2009, 21:47)
Daj mi? A co to, one są jakieś pomniejszone i można je wsadzić do kieszeni? Powinno być raczej „Zaprowadź mnie do tych dwóch nowych dziwek, szef właśnie przekazał je mnie” czy coś podobnego.
*

A dla mnie to zdanie to esencja mizoginizmu bijącego od wszelkiej maści osobowości. Poza tym, sam mówię "dawaj go tu", a w rozmowach telefonicznych ktoś chcący słuchawkę krzyczy "daj mi go". To potoczny język.
QUOTE(Zdzisiu @ 02-07-2009, 21:47)
opisy niczym z powieści Elizy Orzeszkowej
*

ZUO! :akuma:

Nie czepiaj się, fajne opowiadanko. Jak holywoodzka produkcja, płytka, szybka i przyjemna. Sam miód :)

Ten post był edytowany przez Glassius: 03-07-2009, 09:37
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
post 03-07-2009, 00:39
Post #4




SHM-1
Group Icon
Grupa: Obywatel
Postów: 314
Nr użytkownika: 4 080
Dołączył: 27-01-2007

QUOTE(Naparstek_prawdy @ 02-07-2009, 00:19)
[...] w jego kierunku posypały się strzały [...]
*


Z tą uwagą się zgodzę. Jednakowoż w innym sensie, gdyż strzały sypią się zwykle przy ataku indian. Przy użyciu broni palnej elementem sypiącym się na wroga zwykle bywają pociski potocznie zwane "kulami".
QUOTE(Zdzisiu @ 02-07-2009, 21:47)
[...] Swoją drogą, dużą musiał mieć tą „za pazuchę” alfons skoro zmieścił w niej taką kobyłę jak pistolet Gaussa [...]
*


Bez przesady. To jest pistolet gaussa, a nie karabin. Skoro za pazuchą niezbyt obcisłego ubrania można bez problemów ukryć obrzyna, to tym bardziej powinien się tam zmieścić PPK 12.

Poza tym większość uwag moich "przedpiszców" trafna, choć moim zdaniem należałoby nieco wypośrodkować ich opinie. Przede wszystkim popracuj troszkę nad opisami zamiast gonić tak akcję do przodu. Styl masz lekki, opowiadanie czytałem z przyjemnością i trochę mi szkoda, że takie krótkie...
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
post 03-07-2009, 01:02
Post #5




SHM-0
Group Icon
Grupa: Obywatel
Postów: 97
Nr użytkownika: 5 403
Dołączył: 19-11-2007

QUOTE(Zdzisiu @ 03-07-2009, 06:47)
Rękawem raczej, ręką niczego nie wytrzesz, co najwyżej jeszcze bardziej upalcujesz.
*


Oj, tu byś się zdziwił. Ja w niektórych NAPRAWDĘ krytycznych momentach strzelanki ASG czasami przecierałem okular przy snajpie, ale grzbietem dłoni. Naprawdę można w ten sposób na szybko wyczyścić lunetę np. z błotka, przez które musiałeś się czołgać 50m.
QUOTE(Zdzisiu @ 03-07-2009, 06:47)
Może to zabrzmi dziwnie ale polecam Ci spróbować zwalić kogoś z nóg jednym ciosem gołej ręki. 
*


A co to za problem? Jeden, nawet niezbyt mocny (jak na technikę czysto combatową) cios zadany w odpowiednie miejsce na szyi człowieka (specjalnie nie podaję w które, aby nikt mnie potem nie skarżył o szerzenie wiedzy niebezpiecznej dla otoczenia, jak to jakiś niewyżyty, agresywny dzieciuch przeczyta) kończy walkę bez względu na rozmiar przeciwnika...
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
post 03-07-2009, 11:09
Post #6




Wilk Bardzo Zły
Group Icon
Grupa: Przyjaciel Shamo
Postów: 2 119
Nr użytkownika: 833
Dołączył: 27-08-2003

Obawiam się, że mam dla Autora niezbyt dobre wieści.

Primo - to nie jest opowiadanie. To opis rpg-owego questa, w dodatku mało finezyjnego. Ot, takiego pobocznego zapychacza służącego nabiciu paru dodatkowych XP. Widzę tu klasyczny przykład rpg-owca zaczynającego przygodę z pisaniem, z typowym dla tej grupy symptomem - podchodzeniem z dużym pietyzmem do wyposażenia postaci, przy jednoczesnym olewactwie cech jej charakteru. Już na wstępie dowiaduję się szczegółowo jak się bohater ubiera - z klamrą a’la Steven Seagal włącznie <mała uwaga - jeśli to realia Fallouta, to filmy z Seagalem nie miały prawa powstać, więc i klamra nie może się tak bohaterowi kojarzyć>. Czytam jakich konkretnie pukawek używa i co ma na wyposażeniu. A jaki jest? Tu dostaję parę suchych faktów rodem z karty postaci - wysoki, brunet , dobrze zbudowany, 24 lata.

No dobrze, Autorze, ale jaki jest? Co lubi, czego nie? Jakie ma nawyki, charakterystyczne gesty, znaki szczególne? Jak mówi? Jaki ma temperament? Jaka jest jego ulubiona marka alkoholu? Generalnie - co go wyróżnia wśród setek postapokaliptycznych twardzieli? Na to Autor mi nie odpowiada. Oczywiście nie chodzi o to żeby wyklepać potężny opis postaci już na wstępie, bo się czytelnik zaziewa, ale w dalszej części też nie znalazłem odpowiedzi na te pytania. Do końca historii widzę jednowymiarowego twardziela, o którym wiem tylko tyle, że jest wysokim, dobrze zbudowanym, 24-letnim facetem bez skrupułów, który lubi przedłużać sobie kuśkę wielkokalibrowymi spluwami. A to bardzo mało i to bardzo źle.

Secundo - to nie jest kompletny tekst, to zaledwie jego szkielet. Duże nagromadzenie krótkich, suchych zdań świadczy o tym, że Autor nie przemyślał pracy, przelał pomysł na ekran monitora i na tym pracę zamknął. A praca powinna się w tym momencie dopiero zacząć. Jestem zawiedziony, bo zasiadłem z herbatką do lektury opowiadania, a otrzymałem szkic. To trochę jakbym zamówił w pizzerii moją ulubioną hawajską, a przyniesiono mi torbę mąki, paczkę drożdży, połeć szynki, pomidora i ananasa - składniki niby te same, efekt zupełnie inny.

Tertio - to podobno jest opowiadanie postapokaliptyczne. Gdzie jest ta postapokalipsa? Bo poza początkową, subtelną jak cios morgenszternem, deklaracją, że te pustkowia są postapokaliptyczne, niespecjalnie tę postapokalipsę widać. Równie dobrze mogą to być zupełnie współczesne porachunki mafijne w, dajmy na to, południowym Meksyku. Brak w tekście opisów otoczenia, elementów charakterystycznych dla tych realiów, zachowań związanych z życiem w takim świecie.

Rzućmy okiem na babole:

QUOTE
Konflikt przetrwała znajdująca się w okolicznych skałach krypta nr. 6.

Słyszałem o znajdujących się w skałach minerałach, niekiedy również skamieniałościach, ale nie spotkałem się jeszcze ze skałą, która zawierałaby kryptę. "Wśród okolicznych skał", czy "w grocie ukrytej wśród skał" byłoby lepsze.

QUOTE
Dziś jest rok 2167.

O ile dziś nie obchodzimy Sylwestra, jutro też będzie rok 2167. Niezbyt zręczne sformułowanie.

QUOTE
24-letni Franz jest najemnikiem, który najpierw strzela, a dopiero potem pyta.

Co poważnie utrudnia mu przyjmowanie zleceń. ;) Ta konstrukcja: "najpierw strzela, potem pyta" jest wytarta i znoszona jak ciuchy portowej narożnicy. Naprawdę była konieczna?

QUOTE
Duszkiem wychylił leżącą na stoliku szklankę sznapsa

Jeżeli szklanka leżała, to tego sznapsa mógł co najwyżej ze stolika zlizać. Każda szanująca się szklanka z zawartością będzie stała, żeby się z niej nie wylało. A przy okazji - to jeden z tych licznych momentów, w którym możesz nieco przybliżyć postać bohatera. W zdanie o piciu możesz wpleść markę alkoholu <ewentualnie, przy braku marki, napisać na czym go pędzono>, możesz wspomnieć dlaczego lubi łyknąć sznapsa o poranku, itp. Szukaj sposobów na to żeby tekst był ciekawy, różnorodny, rozbudowany. Krótkie, suche zdania sprawdzają się tylko w telegramach.

QUOTE
Po wyjściu z krypty skierował się na zachód, gdzie znajdowała się osada bandytów. Po około godzinie był już na miejscu.

I to byłby bardzo dobry moment na ciekawy opis pokazujący czytelnikowi postapokaliptyczne realia.

QUOTE
Odbezpieczył karabin i podczołgał się do wzgórza, z którego miał niezły widok na cały obóz.

Jeżeli chciał mieć z niego widok, to musiał wczołgać się na to wzgórze. Podczołganie się do niego nie załatwia sprawy.

QUOTE
Dwóch przy jednej chacie i dwóch przy drugiej. Niewiadomo ilu jeszcze jest w środku. Bułka z masłem – pomyślał.

W tym momencie stwierdziłem, że gość żyje chyba tylko dzięki niespotykanemu szczęściu. Bo we łbie tylko wiatr mu świszcze. Nie wie ile osób jest w chacie, ale już zakłada, że to będzie bułka z masłem? Pozostaje pogratulować pewności siebie, bo inteligencji nie można.

QUOTE
Jego dźwięk odbił się od okolicznych skał po czym zamilknął.

Niepotrzebne dookreślenie. Dźwięki z natury tak mają, że po pewnym czasie milkną.

QUOTE
Wszyscy kryć się bo wszystkich nas zajebią!!

...i wszyscy zgieniemy i będzie po wszystkim. Powtórzenie.
Poza tym zgadzam się ze Zdzisiem - wulgaryzmami trzeba operować z wyczuciem, inaczej robi się z tego parodia.

QUOTE
Padł kolejny strzał, który trafił kota w płuco.

Niezrozumiałe określenie. Mnie w pierwszym momencie zrobiło się szkoda przypadkowo trafionego podczas strzelaniny kotka. W tekście literackim nie ma miejsca na prywatną gwarę zrozumiałą tylko dla autora i ewentualnie małej grupy odbiorców. Język musi być klarowny jak dobry rocznik Bordeaux. Jeśli czytelnik musi domyślać się co autor miał na myśli - jest źle. Od domyślania są zawiłości fabuły, technicznie tekst ma być jednoznaczny.

QUOTE
Niski najemnik, zwany cynglem zebrał po lewej dwóch ludzi i kryjąc się ruszyli w kierunku wzgórza. Dowódca i jakiś inny bandyta po prawej dawali mu ogień zaporowy.

Czyjej lewej i prawej? Cyngla? Franza?

QUOTE
Granat padł kilkanaście metrów od pozycji Franza, który był jednak dobrze osłoniony.

Na mój gust raczej osłonięty.

QUOTE
Franz odruchowo wyjął zza pazuchy desert eagla

Nie wiem czy miałeś kiedyś, Autorze, okazję trzymać DE w dłoni, ale to ciężkie, ponad 35-centymetrowe bydle. Takiej broni nie da się wyjąć ani odruchowo, ani szybko. Pomijam już fakt, że tachanie tej armaty jako broni bocznej jest, moim zdaniem, kiepskim pomysłem - ani to poręczne, ani pojemne, ani celne.

QUOTE
Przerażony łowca niewolników posłusznie wykonał polecenie. Franz ruszył w jego kierunku. Bandyta nie miał przy sobie wiele – ot kilka kapsli, amunicję i starego AK-112.

I znów kłania się rpg - z pokonanego przeciwnika musi być przecież loot.

QUOTE
Franz silnym ciosem zwalił z nóg alfonsa.

Tu komentarz do wypowiedzi nade mną. Być może przywalenie łokciem w czoło pozbawiłoby alfonsa przytomności. Być może uderzenie w punkt witalny na szyi zadziałałoby podobnie. Niewykluczone, że gdyby Franz stanął na rękach i śpiewając "Puszka Okruszka" kopnął małym palcem lewej stopy dokładnie 3,6 cm poniżej prawego ucha, alfons zaświeciłby na fioletowo i eksplodował. Ale to nie miało miejsca! Skoro autor napisał po prostu o silnym ciosie, należy rozumieć, że zwyczajnie mocno dał alfonsowi w pysk. Gdyby było w tym ciosie coś niezwykłego - Autor by o tym wspomniał. Jeżeli miało być coś niezwykłego, a Autor zapomniał o tym wspomnieć - strata Autora. Jak wspomniał Zdzisiu - jeżeli nie ma tego w tekście, nie miało to miejsca. A jeżeli mówimy o zwykłym ciosie w pysk, ścięcie z nóg jest mało prawdopodobne. Zdarzało mi się i bić w pysk i w niego obrywać. Odskakuje głowa, szumi w uszach, przy mocniejszych uderzeniach czasami cofa człowieka o krok, czy dwa. Ale fantazyjne fikołki to wymysł telewizyjnych bajek.

A swoją drogą - naprawdę uważasz, polo57, że trafienie stojącego do Ciebie frontem, wyraźnie Cię widzącego i w pełni przytomnego człowieka, który w dodatku nastawiony jest nieufnie, a więc gotów osłaniać się, bądź unikać ciosu w mały punkt witalny na szyi to żaden problem? Zabawne.

QUOTE
- Ale, będę potrzebował zgody szefa.
- On już jej nie wyda. Jeśli chcesz żyć rób co każę.

Dlaczego nie wyda? Mam rozumieć, że ten cios był zabójczy?

Cóż więcej mogę rzec. Tekst jest słaby. Narracja się rwie, zdania są suche, są problemy z dynamiką. Z drugiej strony, dobrze radzisz sobie z ortografią i zdania generalnie są poprawne. Więc baza jest. Proponowałbym lekturę felietonów na temat pisarstwa autorstwa np. Feliksa W. Kresa, czy Andrzeja Pilipiuka - omawiają szczegółowo wiele popełnianych przez Ciebie błędów. A przede wszystkim zachęcam do pracy z tekstem. Napisane dziełko to dopiero początek. Pozwól mu poleżakować przez jakiś czas i wróć do niego ze świeżym umysłem, ewentualnie daj do przejrzenia komuś rzetelnemu, kto oceni tekst, a nie pogładzi Cię po główce, żeby Ci miło było.

Życzę powodzenia.
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
post 03-07-2009, 12:49
Post #7




SHM-0
Group Icon
Grupa: Obywatel
Postów: 97
Nr użytkownika: 5 403
Dołączył: 19-11-2007

QUOTE(Wolv @ 03-07-2009, 19:35)
A swoją drogą - naprawdę uważasz, polo57, że trafienie stojącego do Ciebie frontem, wyraźnie Cię widzącego i w pełni przytomnego człowieka, który w dodatku nastawiony jest nieufnie, a więc gotów osłaniać się, bądź unikać ciosu w mały punkt witalny na szyi to żaden problem? Zabawne.
*


Cóż, widocznie różnych technik się uczyliśmy, Wolv, bo trafienie w ten punkt na szyi, o którym myślałem pisząc poprzedni komentarz jest równie proste co zwykłe wyłożenie "argumentu" na ryj.
QUOTE(Wolv @ 03-07-2009, 19:35)
Dlaczego nie wyda? Mam rozumieć, że ten cios był zabójczy?
*


Jeśli był zadany rzeczywiście tam, gdzie myślę, że mógł być zadany (czyli właśnie w ten, dość spory punkt na szyi), to po prostu MUSIAŁ poskutkować nagłym i bolesnym zejściem z tego świata.

Ten post był edytowany przez polo57: 03-07-2009, 17:53
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
post 03-07-2009, 14:07
Post #8




SHM-2
Group Icon
Grupa: Obywatel
Postów: 497
Nr użytkownika: 850
Dołączył: 01-09-2003

PRAWIE dobre opowiadanie, co - jak to mówi pewna reklama - robi wielką różnicę.
Czego brakuje?

Po pierwsze primo - dramaturgii. Nasz pan Keller - jak ten Steven Segal od którego podpierniczył pasek - rozwala wszystko dookoła całkowicie beznamiętnie i bezproblemowo, nawet mu kropla potu na najemnickie czoło nie wstąpi. To może i byłoby efektowne w filmie z panem SS (jak ktoś lubi takie badziewie) ale w opowiadaniu po prostu się nie broni. Opisy latających pocisków i padających trupów nie zastąpią odrobiny suspensu i jakiegokolwiek, malutkiego chociaż zwrotu akcji.

Po drugie primo - kapki tajemnicy. Wszystko jest jasne i oczywiste od razu, czytelnik w ogóle nie musi wysilić jednej chociażby szarej komórki w celu zrozumienia czegokolwiek. A pewna doza tajemniczości jest potrzebna jak powietrze. Jak się o tym zapomina to się na podstawie takiego czegoś jak Matrix robi takie coś jak Matrix Reaktywacja :blink:
Wywaliłbym pierwszy akapit. Wszystko co jest w nim istotne czytelnik może poznać sam, później. Reszta nie jest potrzebna.
Z drugiego akapitu wywaliłbym: "Kilku fagasów handlujących niewolnikami myśli, że wszystko im wolno. W czasie jednego z rajdów zaatakowali okoliczną wioskę Wilmington. Pech chciał, że znajdowała się ona pod protekcją jednego z mafiosów. Ten zaś wynajął do Kellera, by zajął się nimi jak należy." Z tego samego powodu. Dowiemy się później i - o zgrozo - nie będziemy mogli od samego początku domyślić się zakończenia. Wytnij te fragmenty i przeczytaj jeszcze raz. Powinieneś zauważyć różnicę

Po trzecie primo - postaci. Znaczy, jakieś tam ludki biegają i strzelają... taaak. Tyle że to nie są ludzie. To jakieś śmieszne stereotypowe archetypy pseudotwardzieli płaskie jak kartka z zeszytu. Nawet nasz bohater poza tym że "najpierw strzela, potem pyta" nie ma w sobie nic. A gdzie ludzie? Gdzie wątpliwości, wachania, zastanawianie się nad czymkolwiek, samopoczucie, sympatie, antypatie, emocje, słabości, euforie, miłość własna, niedocenianie bądź przecenianie własnych możliwości, tiki nerwowe, nawyki, upodobania?

Po czwarte primo - logiki. Mafiozo potrzebuje najemnika, nie ma własnych ludzi? Byle śmierdziele, zabiedzeni bandyci radośnie nastepują na odcisk dla mafioza? Bandyci mieszkają sobie spokojnie zaraz koło miasta? (nasz hiroł poszedł tam z buta i nawet się nie zgrzał na słońcu pustynii) Kolesia który zabija ludzi bez powodu i mrugnięcia okiem ot tak wpuszczają do szafa? Kellera, który jest tak niebezpieczny dla wszystkich nikt nie zabił w nocy podczas snu? Koleś któremu zależy tylko na pieniądzach nie waha się zabić jednego ze swoich pracodawców? Porywa się kobiety z jednego miasteczka i wsadza do burdelu kilka kilometrów dalej?

Po piąte primo - gramatyka i błędy językowe. Tu już chłopaki przede mną odwalili czarną robotę i je powynajdowali.

Ogólnie rzecz biorąc - całkiem nieźle jak na pierwsze opowiadanie :D :D :D

User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
post 03-07-2009, 17:34
Post #9




Newsman Shamo
Group Icon
Grupa: Newsman
Postów: 455
Nr użytkownika: 1 895
Dołączył: 22-01-2005

Cholera, i znowu Wolv lepiej ujął to co ja chciałem przekazać swoim postem, jak ja go nie cierpię :D
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
post 03-07-2009, 19:18
Post #10




SHM-2
Group Icon
Grupa: Obywatel
Postów: 497
Nr użytkownika: 850
Dołączył: 01-09-2003

Ano tak, Zdzisiu. Mi się powtórzyło bo nie czytałem wszystkich postów :/

Ten post był edytowany przez DrapiChrust: 03-07-2009, 19:19
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
post 03-07-2009, 22:21
Post #11




SHM-1
Group Icon
Grupa: Obywatel
Postów: 345
Nr użytkownika: 4 332
Dołączył: 11-04-2007

A mnie się najbardziej "podobało" to przyciskanie oka do lunety. :)
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
post 03-07-2009, 22:36
Post #12




Zoor
Group Icon
Grupa: Super Moderator
Postów: 1 356
Nr użytkownika: 3 713
Dołączył: 18-09-2006

Hm - nie ma właściwie czego dodawać, bo wszystkiw błędy wytknęli już właściwie przede mną, a niew chcę się powtarzać. Jednak, żeby nie było sielsko i anielosko, dorzucę swoje trzy grosze (tak dla sportu ;)):

Primo - duże i małe litery - raz jest Wielka Wojna, potem wielka wojna, piszesz ciągle o tym samym, a jakbyś nie mógł się zdecydować na ubranie tego w konkretną formę - bo nie wiemy w końcu, czy chodzi ci o jakąś wielką wojnę, czy o Wielką Wojnę, która zmiotła pół świata i jeszcze trochę - może były wcześniej (albo później) jeszcze inne ;).

Secundo - interpunkcja - nie bedę tu opisywał wszystkich błędów, bo samo podawanie wyjaśnień zbyt dużo czasu i miajsca by zabrało, jednak polecam do poczytania sobie zasady stosowania przecinków i innych znaków interpunkcyjnych - bez problemu dostępnych na przykład tu.

Tertio - wulgaryzmy - jeśli już je stosujesz (chociaż mógłbyś robić to nieco rzadziej, to nie "Psy ;)), proszę cię bardzo - nie wygwazdkowuj ich, ani tym bardziej nie zastępuj emotą :cenzura:. To zwyczajnie nie wygląda estetycznie, a ja nie lubię się domyslać, co autor miał na myśli w przekazywaniu tak prostego komunikatu.

QUOTE
Kot padł od razu po dwóch kulach w brzuch.

Jakoś mi to zdanie nie pasuje - to od razu, czy jak? Po dwóch kulach to nie aż tak od razu. Po otrzymaniu drugiej kuli w brzuch - to już brzmiało by lepiej.

I na koniec, fragment, który autentycznie mnie rozbawił:

QUOTE
- :cenzura:!! – krzyknął – Dostałem! Pomóżcie!!
- Są na tym wzgórzu! Na*******ać tam! – krzyknął dowódca

Kapitan Bomba? :lol:
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
post 04-07-2009, 00:31
Post #13




SHM-1
Group Icon
Grupa: Obywatel
Postów: 412
Nr użytkownika: 6 276
Dołączył: 14-02-2008

QUOTE
Słońce powoli wstawało nad postapokaliptycznym pustkowiem. Dawne miasto Richmond podczas wielkiej wojny zamieniło się w kupę gruzów. Pośrodku miasta, gdzie niegdyś znajdował się park, dziś jest pomnik minionej Wielkiej Wojny - olbrzymi lej po bombie atomowej.


Miodzio. :) Nie pozostawia wątpliwości.

Pisz dalej, będzie lepiej, ale jakieś lekcje warsztatu muszą być. Boguś Linda na bohatera realnej opowieści to niedobry pomysł.
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
post 04-07-2009, 01:07
Post #14




SHM-0
Group Icon
Grupa: Obywatel
Postów: 112
Nr użytkownika: 3 972
Dołączył: 22-12-2006

Wszyscy już wytknęli wszystkie błędy (chociaż na siłę możnaby znaleźć więcej), ale jednak też coś powiem.
Piszesz to tak, jakbyś opowiadał to kumplowi na klatce, siedząc przy Żywcu. To nie za ładnie wygląda, zdecydowanie za mało opisów otoczenia czy postaci, a główny bohater jest barwny i ciekawy jak biust anorektyczki. Wiadomo od samego początku jak to się potoczy, a sama akcja nie jest zbyt postapokaliptyczna. Racja, są bandyci, ale są oni równie falloutowi, co jakieś koczownicze szumowiny z *dzisiejszego* Meksyku i *dzisiejszej* Kalifornii.
A ten "salon masażu" czy jak to to tam nazwałeś, to kompletnie nie wygląda jak postnuklearny burdel. Czytając to, widziałem porządnego gościa wchodzącego do pomieszczenia, w którym kobiety masują leżących mężczyzn, a skoro tak to widziałem, to znaczy, że źle to napisałeś. xP
Dom publiczny (lub, jak kto woli, burdel) powinien wyglądać jak jakiś pub, gdzie bo kątach stoją panie lekkich obyczajów. To co przedstawiłeś (a w sumie nawet tego nie opisałeś), nie wygląda jak burdel.
Prócz tego, ten gość jest jakimś dobrze szkolonym agentem Enklawy, że pokonał tylu ludzi bez kropli krwi? Albo jedzie na gumie "dopalacz" i kopie tyłki. xP Sry, nie lubię takich nierealnych akcji, gdy jakiś facio bez najmniejszego zwichnięcia, postrzelenia czy *czekokolwiek* pokonuje tylu bandytów.
I, jak ktoś wcześniej wspomniał, Orzełek nie jest małym pistoletem. To naprawdę wielki gnat. xP
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
post 04-07-2009, 01:14
Post #15




SHM-0
Group Icon
Grupa: Obywatel
Postów: 97
Nr użytkownika: 5 403
Dołączył: 19-11-2007

QUOTE(Ghoster @ 04-07-2009, 09:33)
I, jak ktoś wcześniej wspomniał, Orzełek nie jest małym pistoletem. To naprawdę wielki gnat. xP
*


No, chyba, że jest to Desert Eagle Compact (tak, jest takie ustrojstwo, krótsze od standardowego deserta o jakieś 10cm, co robi z niego całkiem sensowny kompromis między siłą a rozmiarem, gorzej z celnością)
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
post 04-07-2009, 09:13
Post #16




Wilk Bardzo Zły
Group Icon
Grupa: Przyjaciel Shamo
Postów: 2 119
Nr użytkownika: 833
Dołączył: 27-08-2003

QUOTE(Zdisiu)
Cholera, i znowu Wolv lepiej ujął to co ja chciałem przekazać swoim postem, jak ja go nie cierpię :D

Ostatnio często to słyszę - chyba odpuszczę sobie udział w tegorocznym konkursie popularności. ;)

QUOTE(polo57 @ 04-07-2009, 00:40)
No, chyba, że jest to Desert Eagle Compact (tak, jest takie ustrojstwo, krótsze od standardowego deserta o jakieś 10cm, co robi z niego całkiem sensowny kompromis między siłą a rozmiarem, gorzej z celnością)
*


Prawdopodobnie masz na myśli Jericho 941, który marketingowcy ze względu na podobny wygląd lufy ochrzcili jako Baby Eagle, albo błędnie Baby Desert Eagle. Błędnie, gdyż na zbieżności w wyglądzie lufy w zasadzie się kończy - inny mechanizm, inny kaliber, inne zastosowanie. Nic mi nie wiadomo o właściwym DE w wersji compact, jeżeli masz takie dane, będę wdzięczny za źródła.

Ale ponownie - gdyby miał to być compact, Autor by o tym napisał. Napisał w zamian o przedłużonym magazynku, co o ile wiem, dotyczy tylko pełnowymiarowych DE, więc wszelkie spekulacje raczej nie mają sensu.
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
post 04-07-2009, 11:45
Post #17




Snajper Kontaktowy Ojciec Założyciel fMUDa
Group Icon
Grupa: Fallout Corner
Postów: 1 788
Nr użytkownika: 319
Dołączył: 22-02-2003

Ja z jedynym [ oczywiście błędnie nazywanym] Desert Eagle Compact spotkałem się kiedyś w sklepie z wiatrówkami :)

Choć w zasadzie DE - compact można nazwać odmianę .357 - w porównaniu z .50AE ma kompaktową moc :P a tyle z "kompaktowości" - bo i jest wielki i ciężki.
Co innego BabyEagle/Jericho941 - tu dzięki polimerom można było zmniejszyć sporo wagę - no ale nie zmienia to faktu że 9mm nawet nie można porównać do .357 czy też .50AE - niby jest "orzełek" .41AE ale dla mnie ta amunicja jest i tak słaba w porównaniu z najlepszym wydaniem 9mm Parabellum JHP +P+. Reasumując wolał bym 9mm i "orzełka" z 9mm p JHP +P+i 15 pestek w magazynku niż .41AE i o pięć pestek mniej.

Ale offtop
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
post 04-07-2009, 14:48
Post #18




SHM-2
Group Icon
Grupa: Obywatel
Postów: 572
Nr użytkownika: 2 509
Dołączył: 22-08-2005

Fajnie sie to czyta w moim stanie (jeszcze sie do konca nie rozbudzilem) ^__^"

Ale napisze co mi sie nie podobalo i przy okazji powtorze innych.
1) Za malo opisow swiata. Przez to jest on plaski i nijaki.
2) Za malo opisow postaci. I nie chodzi tylko o ubior i wyglad, ale tez o charakter, zachowanie, maniery. Spraw aby nie byli jednowymiarowi jak karta postaci i zaczeli zyc swoim zyciem.
3) Postaraj sie nastepnym razem o mocniejszy scenariusz, z zawilosciami, nagla zmiana akcji, obrotem o 180 stopni. A przynajmniej o lepszego questa (podoba mi sie porownanie o rycerzu ratujacym ksiezniczki - i co z tego, ze nie jest on blondynem w lsniacej zbroi na bialym koniu, a one sa uwiezione w burdelu zamiast w wierzy).

I na koniec to fajnie, ze Ci sie chcialo cos napisac i to zrobiles. Mam nadzieje, ze wezmiesz sobie rady do serca i nastepne opowiadanie bedzie lepsze od tego. A po kilku kolejnych, nabraniu praktyki i doszlifowaniu wlasnego stylu uraczysz nas prawdziwa perelka ^_^ Powodzenia!
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
post 04-07-2009, 22:32
Post #19




SHM-0
Group Icon
Grupa: Obywatel
Postów: 97
Nr użytkownika: 4 195
Dołączył: 25-02-2007

Fajnie jest się wypowiadać o sile uderzeń ręką, zarówno przesadzając z ich skutecznością (fikołki i długi lot po trafieniu), jak i nie doceniając jej (mając w pamięci szczylowe doświadczenia z podwórka).

Tutaj widać, że cios nie musi być na tyle kosmiczny aby trafionego wyrzucić w powietrze. Wystarczy, że głowa lekko "odskoczy".
http://www.youtube.com/watch?v=SE9wKq4q7Bk

Tutaj cios specjalisty, doskonały i do tego bez rozgrzewki
http://www.youtube.com/watch?v=-xHWQ2jHg7E

Tutaj jest walka bokserska, zakończona właściwie jednym ciosem
http://www.youtube.com/watch?v=iCD0K5GCyLc

Tutaj, coś zabawnego
http://www.youtube.com/watch?v=e46lYka4XvU

A tutaj pokaz, jak to pewnie zrobił główny bohater opowiadania
http://www.youtube.com/watch?v=rJtVIsxVos0
nie wiem, czy to ostatnie aby na pewno nie było ustawione, ale późniejsze ułożenie powalonego w pozycji bocznej ustalonej mnie do tego przekonuje

Zwalenie z nóg człowieka (widać, że wysportowanego faceta także) jednym ciosem jest nie tylko możliwe, ale nawet bardzo prawdopodobne (zwłaszcza przez takiego twardziela jak Franz 8] ). Trochę trudniej byłoby kogoś pozbawić przytomności na dłużej, ale to też jest możliwe, też się zdarzało.

A mój opis ciosu łokcia w czoło dotyczył zwykłego człowieka, nie boksera czy ochroniarza. Po oberwaniu pięścią od zwykłego mężczyzny faktycznie można pewnie stać dalej (zwłaszcza taki koń jak ja będzie stał, parę szczeniackich walk wygrałem bez żadnego uderzania z mojej strony, tylko trochę gęba bolała), ale celne przywalenie z łokcia, uderzając całym barkiem to nawet w wykonaniu kobiety wyeliminowanie przeciwnika.

Ten post był edytowany przez Glassius: 04-07-2009, 22:34
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
post 04-07-2009, 22:46
Post #20




Wilk Bardzo Zły
Group Icon
Grupa: Przyjaciel Shamo
Postów: 2 119
Nr użytkownika: 833
Dołączył: 27-08-2003

Nie napisałem, że nie jest możliwe, tylko że jest mało prawdopodobne. Ale wygląda na to, że mam przyjemność dyskutować z samą śmietanką, specjalistami od wszelakich sztuk walki i punktów witalnych, weteranami niezliczonych bitew.

Oddaję więc pole życząc na zakończenie byście tych fantazji nigdy nie musieli doświadczać w praktyce - a także idących za nimi konsekwencji psychiczno-prawnych.

Z mojej strony w kwestii super-tajnych ciosów i ich skuteczności - koniec tematu.
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post

2 Strony  1 2 >
Reply to this topicTopic OptionsStart new topic
1 Użytkowników czyta ten temat (1 Gości i 0 Anonimowych użytkowników)
0 Zarejestrowanych:
 

Wersja Lo-Fi Obecna data i czas: 19-09-2019, 16:07