Portal | Blog | Album | Chat
IPB

Witaj GOŚCIU ( Zaloguj się | Rejestracja )

 
Reply to this topicStart new topicStart Poll

Drzewo · [ Standardowy ] · Linearny+

> Opowiadanie Theyi i Widgeta, czyli horror postapo, prosimy nie komentowac tutaj :)

post 14-09-2005, 10:28
Post #1




Master of Disaster
Group Icon
Grupa: Przyjaciel Shamo
Postów: 1 393
Nr użytkownika: 431
Dołączył: 13-04-2003

Słońce powoli chowało się za horyzontem. Wokół panowała pustka, tylko wiatr przerywał spokój pustynnym piaskom przerzucając ziarenka w ich wiecznej podróży. Zaczął się zastanawiać, jak daleko jeszcze ma do celu. Ciekaw był co zastanie w mieście które opuścił kilkanaście lat temu. Był jeszcze młodym chłopakiem i postanowił szukać lepszego życia, niestety różnie to bywało. Ranu na jego ciele czasem opowiadały swoją historię. Powoli zapominał skąd je ma, ale nigdy nie zapomniał, że istnieją. Już nawet nie pamiętał ile razy był krok od śmierci. Życie zawsze ratował mu jego przyjaciel Boozar. Nadał mu nawet imię: Elvis, przeczytał je kiedyś w jakiejś starej gazecie, którą znalazł w ruinach miasta zwanego kiedyś San Francisko. Po wielkiej wojnie niewiele zostało z tego miejsca ale on wszędzie szukał swojej okazji, znalazł przygodę, ale nie satysfakcjonowało go to. Postanowił wrócić do rodzinnego miasta Shady Salem.
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
post 14-09-2005, 10:45
Post #2




Wicked Woman
Group Icon
Grupa: Legenda
Postów: 1 113
Nr użytkownika: 994
Dołączył: 01-11-2003

Wędrował tak już kilka godzin, każdą komórką swojego ciała czuł, że zbliża się do celu. Dotarł do wielkiego kamienia, który był zaledwie kilkanaście kilometrów od Shady Salem. Usiadł pod nim, napił się whiskey, w butelce zostało tylko niewiele na dnie. Denny popatrzył na słońce przez płyn w butelce, zmrużył oczy.

Obudziło go dokuczliwe pragnienie, rozejrzał się, musiał długo spać, bo świat pogrążył się w ciemnosciach nocy. Wstał, dopił whiskey do końca i rzucił butelką w małego radskorpiona widocznego w świetle księżyca...
- nie ma co czekać, Shady Salem... nadchodzę!
Uśmiechnął się złowieszczo i poszedł w kierunku miasta
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
post 14-09-2005, 11:22
Post #3




Master of Disaster
Group Icon
Grupa: Przyjaciel Shamo
Postów: 1 393
Nr użytkownika: 431
Dołączył: 13-04-2003

Było przeraźliwie zimno. Jego metalowa zbroja pokryta była szronem. Różnice temperatur na pustyni sięgały kilkudziesięciu stopni, więc w dzień zalewał go pot, a nocą drżał z zimna. Tak było od zawsze, więc trochę się przyzwyczaił, ale zdawało mu się, że im bardziej zbliża się do celu swojej wędrówki, tym niższa jest temperatura.
-To pewnie tylko zmęczenie-pomyślał, po czym zaklął w duchu narzekając na brak whiskey.

Zdawało mu się, że noc trwa wiecznie. Szedł cały czas przed siebie, zastanawiając się czy przypadkiem nie zabłądził w ciemnościach. Nagle zobaczył że światło księżyca pada na jakiś przedmiot. Był daleko więc z tej odległości nie mógł się nawet domyślać co to jest. Postanowił to zbadać. Sprawdził czy broń jest naładowana, po czym ruszył rozgladając się nerwowo w poszukiwaniu pułapki. Wiedział, że czasami rozbójnicze bandy ukrywają się w piachu zostawiając coś na wabia i okradają tych, którym ciekawość nie pozwala przejść obojętnie. Znał dobrze ich sztuczki, ale wiedział także, że raczej żadko się zdarza aby robili oni takie akcje w nocy. Im bardziej zbliżał się do przedmiotu który teraz zaczął nabierac kształtów górki przykrytej jakims materiałem, tym bardziej wykluczał możliwość pułapki. Gdy cel znajdował się na tyle blisko, że mógł już rozpoznać czym jest, jego serce zabiło mocniej. Tajemnicze znalezisko okazało się być brahminem rozerwanym na strzępy przez, jak sądził dzikie zwierzęta.
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
post 14-09-2005, 11:35
Post #4




Wicked Woman
Group Icon
Grupa: Legenda
Postów: 1 113
Nr użytkownika: 994
Dołączył: 01-11-2003

Widok był makabryczny, światło księżyca potęgowało jeszcze to wrażenie... chcial sie odwrocic i iść dalej, ale coś w tym wszystkim było nie tak, podszedł więc bliżej.
Kucnął koło zwłok i zaczął je oglądać...
- co tu jest nie tak... coś nie pasuje, zwierzęta nie zostawiają takich śladów...
Z obrzydzeniem odwrócił martwego brahmina i z krzykiem odskoczył do tylu przewracając się. Musiał się o coś uderzyć bo stracił przytomność na kilka chwil. Ocknął się zamroczony, z nadzieją ze to co zobaczył było tylko majakiem... spojrzał jeszcze raz na grzbiet zwierzęcia... .
Pokonując strach i obrzydzenie podszedł by zbadać rzecz doladniej, koncem swojej broni odgarnął robaki ktore pełzały po skorze brahmina. Widzial rożne metody zabijania przez zwierzeta i wiedział ze takich ran nie mogło zadac zadne ze znanych mu zwierzat...
- Nie, to nie mogło być zwierze, człowiek też nie...
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
post 14-09-2005, 11:49
Post #5




Master of Disaster
Group Icon
Grupa: Przyjaciel Shamo
Postów: 1 393
Nr użytkownika: 431
Dołączył: 13-04-2003

-Dobrze, ze jeszcze nie jadłem- pomyślał-szkoda by było zachodu i jedzenia.
Pierwszy raz w życiu widział takie rany, a widział juz wiele. Nie potrafił nwet określić rozmiaru szczęki zabójcy brahmina. Po chwili namysłu ruszył w dalszą drogę.



........................................................................................................................

Zaczynało świtać kiedy ujrzał miasto. Zdawało mu się być dużo mniejssze niż w dniu w którym je opuszczał.
-Za godzinę będę na miejscu-powiedział sam do siebie, uśmiechając się z zadowolenia- Shady Salem, wróciłem.

Te słowa powiedziane do siebie dodały mu otuchy, wędrował przez pustynie około 14 miesięcy,a teraz widział już cel swojej wędrówki. To mu dawało siłę aby brnąć dalej, chociaż ciało powoli zaczęło odmawiać posłuszeństwa. Po ponad godzinnym marszu zbliżył się do miasta i nagle w jego oczach pojawiło się zdziwienie. Było juz niemal całkiem widno, a bramy miasta były nadal zamknięte. Postanowił, że skoro tak, to da odpocząć nogom i rozłożył skórę brahmina, polożył się na niej i zasnął niemal od razu.
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
post 20-09-2005, 15:53
Post #6




Master of Disaster
Group Icon
Grupa: Przyjaciel Shamo
Postów: 1 393
Nr użytkownika: 431
Dołączył: 13-04-2003

Pisk przeciął ciszę niczym brzytwa i Denny zerwał się na równe nogi. Był nauczony budzić się na najcichszy nawet odgłos a pierwszą reakcją była reką zaciśnięta nerwowo na jego broni skierowana teraz w stronę otwieranej właśnie bramy. Rozejrzał się nerwowo upewniając, że nic mu nie grozi po czym odłożył bozara. Pozbierał pośpiesznie rzeczy i po chwili maszerował do bramy.
-Witaj przybyszu!- zawołał z daleka strażnik. Obserwował bacznie Denny'ego jakby zobaczył diabła- Nie często mamy tu gości. Powiedz kim jesteś i skąd przybywasz.
-Nazywam się Denny, Denny Enver, jestem podróżnikiem.
Twarz strażnika nieco się zmieniła, zaczął uważniej przyglądać sięprzybyszowi i zapytał:
-Co cię do nas sprowadza?
-Urodziłem się tutaj, ale opuściłem miasto w poszukiwaniu lepszego świata i...-strażnik przerwał mu nagle:
-A więc to nie tylko zbieżność nazwisk, nazywam się Mark Chaningam, pamiętasz mnie?
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
post 06-10-2005, 06:58
Post #7




Wicked Woman
Group Icon
Grupa: Legenda
Postów: 1 113
Nr użytkownika: 994
Dołączył: 01-11-2003

- Pamiętam, witaj. - powiedział krótko Denny. Zdziwił się, ale potrafił doskonale ukrywać emocje. Nie lubiał go nigdy i nie zapowiadało się na zmiane.
- Widzę, że jesteś zmęczony, wejdź, u Becky jest jeszcze chyba wolny pokój
- O, stara Becky jeszcze żyje? A jej...- Danny wszedł za mury otaczające miasteczko i głos uwiązł mu w gardle
- Stało się coś? - Mark z niepokojem popatrzył na Dannego
- Nie... Tylko, przecież tu się nic nie zmieniło! Nie było mnie tak długo a tu wszystko wygląda tak jakby nie było mnie zaledwie jeden dzień! Wydaje mi się ze nawet te same śmieci leża na chodniku!
- Taak - powiedział przeciągle Mark- i właśnie to lubię w małych miasteczkach, człowiek wie na czym stoi. Chodź do Becky chłopie, zapewniam cię ze jak prześpisz się w bezpiecznym i wygodnym miejscu poczujesz się lepiej.
- chyba masz rację, gdzie będzie można cię później znaleźć?
- W knajpce u Martina, wiesz gdzie...
- tak wiem - przerwał mu Denny - podejrzewam ze przesiadują tam te same stare pryki wspominając "stare dobre czasy", Morton jeszcze żyje?
- Tak, Morton ma się dobrze, czasem można go spotkać u Martina - Mark podszedł do furtki, sporego domku otoczonego parkanem - Idź się przespać chłopie, do zobaczenia wieczorem
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
post 17-08-2010, 06:56
Post #8




Wicked Woman
Group Icon
Grupa: Legenda
Postów: 1 113
Nr użytkownika: 994
Dołączył: 01-11-2003

Denny, szedl rozgladajac sie po uspionym miescie. Wiedzial juz ze sie pomylil, nastapilo duzo zmian ale byly to zmiany drobne. Zmeczonym wzrokiem przesunal jeszcze raz po zniszczonych budynkach i poszedl do zajazdu. Drzwi byly zamkniete na piec zamkow a obok nich zwisal z daszku niewielkiego ganku gruby sznur, na jego drugim koncu, przewieszony przez potezny, zgiety gwozdz wisial dzwon okretowy. Szarpnal delikatnie, bojac sie, ze jego dzwiek zbudzi pol miasta. Dzwon zawibrowal zdumiewajacym jak na rozmiary, cichym dzwiekiem. Prawie natychmiast w okienku obok pokazala sie twarz starszej kobiety ubranej w jakis fartuch. A za jej plecami widac bylo mezczyzne trzymajacego wielka spluwe, ktora mierzyla w Dennego.
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post

Reply to this topicTopic OptionsStart new topic
1 Użytkowników czyta ten temat (1 Gości i 0 Anonimowych użytkowników)
0 Zarejestrowanych:
 

Wersja Lo-Fi Obecna data i czas: 22-07-2019, 21:54