SHAMO - Fallout Community
Informacje Szlak Pocztówki Forum
Natalia Nazywam się Natalia. Natalia Gorbaczow. Jestem wnuczką Rosyjskiego dyplomaty, który pracował w Sovieckim Konsulacie w Los Angeles. Fatum chciało, iż jestem jedną z mieszkanek Schronu 13. Z tego co mi wiadomo krypty te zostały wybudowane tuż przed wielką wojną o zasoby naturalne ziemi w celu ochrony "wybrańców" przed jej następstwami, które okazały się wręcz fatalne w skutkach ...

Wojna, wojna nigdy się nie zmienia ...









5 Grudnia, 2161r.

    Przez wszystkie te minione lata nie istniało dla mnie nic prócz tych zimnych, chłodnych ścian "grobowej krypty". Okalała nas zewsząd począwszy od dnia narodzin, aż do śmierci, nie dając możliwości prawdziwego życia, dławiąc nasze marzenia w zalążku. Od zawsze byłam zwolenniczką opuszczenia tego poronionego schronu. Takie „życie” kłóciło się z moją ciekawską natura i chęciami poznania świata ... a przynajmniej tego co z niego pozostało. "Stary" wciąż mówił o zagrożeniach, o promieniowaniu, o dzikich hordach, bla bla bla. To było dobre dla dzieci i ludzi o niższym stężeniu cukru w mózgu ... że też oni dali się tak manipulować. Mimo to, w schronie istniała niewielka grupka ludzi, którzy chcieli poznać prawdę o krypcie, a przede wszystkim wyjść na zewnątrz. Jej szeregi, dzięki mnie, powoli, lecz nieubłaganie, stale się zwiększały.

   Widać "Stary" coś zwęszył i tego dnia wezwał mnie do siebie. Mieliśmy problem, duży jak się zdawało.

Powiedział mi: "Chip kontrolujący uzdatnianiem wody pitnej ... po prostu znikł, a innego zapasowego ... hah! nie posiadamy. Jak oszacowałem mamy około 4 do 5 miesięcy, zanim skończy nam się woda ... a wiadomo bez wody - nie ma schronu - nie ma życia ... Dlatego zwracam się do Ciebie z prośbą o odszukanie nowego i przyniesie go na czas ... Cóż nie mam wyboru ... powodzenia ..."

Water chip          Zasoby wody

   Nasza sytuacja jak widać troszkę się zagmatwała ... nie mogliśmy jeszcze ujawnić naszej konspiracyjnej działalności - zostalibyśmy oskarżeni o zdradę i spacyfikowani. Mając tego świadomość, nie mogłam odmówić poszukiwania nowego chipa. Była to iście mistrzowska zagrywka ze strony "Starej włochatej małpy".

   W godzinę później byłam już przygotowana do opuszczenia krypty i stałam w przedsionku, z jednej strony nieco podekscytowana, bo przecież w końcu opuszczam tą starą budę, lecz z drugiej nieco rozdrażniona, bowiem nasz spisek mógł lec w gruzach. Dostałam jeszcze na drogę dziesięcio milimetraka (10mm Pistol), garść naboi, parę stimpaków, kastet, wytrychy i wgraną lokację Schronu 15 do PiP-Boy'a ... na dobry początek ...


6 Grudnia, 2161r.

   No i stało się, jestem sama, poza schronem, poza wszystkim.
   Zaraz jak tylko wydostałam się z jaskini w której to ukryte było wejście do krypty, rojącej się z resztą od małego piskliwego plugastwa z ogonami, mym oczom ukazał się zadziwiający widok. W pierwszej chwili, nie przyzwyczajona do dziennego światła, porażona słońcem, widziałam tylko niewyraźne rysy i jakieś majaki w oddali. Lecz stopniowo obraz się wyostrzał, oczy nabierały wprawy, to co zobaczyłam wywarło na mnie ogromne wrażenie. Pustynia, pustynia jak okiem sięgnąć z jakimś łańcuchem górskim w oddali ... jałowa ziemia ... jak oni mogli dopuścić do tego ?

   Jeszcze przez chwilę stałam w zadumie, poczym obrałam kurs na wschód w kierunku Schronu 15.

Wasteland ...




14 Grudnia, 2161r.

   Idę już 9 dzień, zaczynają mi się kończyć zapasy, a dookoła nic tylko pustynia. Jeśli szybko nie dojdę do tej starej zmurszałej krypty to będę mieć poważny problem.

   Ha!!! Widzę jakieś miasto w oddali! Są tam ludzie. Poczekam do rana i poobserwuję ich narazie z daleka. I tak zapada już wieczór. Kto wie jakie mogą mieć zamiary, a jedna noc w tą czy w tą bez zapasów, nie gra już roli.

Shady Sands


15 Grudnia, 2161r.

   Rozmiar miasta w promieniach porannego słońca nie zrobił na mnie większego wrażenia. Ot zwykła osada, otoczona murem z nielicznymi domkami. Tutejsi ludzie sprawiają nawet wrażenie zlęknionych lub czymś przerażonych.

Mapa Shady Sands

   Dowiedziałam się od Seth'a - miejscowego szeryfa jak mniemam - że ta mieścina zwie się Shandy Sands, i ludzie tutaj są z reguły przyjaźnie nastawieni do cudzoziemców (posługują się dziwną mieszaniną różnych dialektów językowych). Mają nawet swój własny system irygacji, który umożliwia im uprawę roślin i produkcję pożywienia. Zaś jedynymi problemami z jakimi się borykają, są tzw. Raidersi (jakiś okoliczny gang trudniący się niewolnictwem i napadami) oraz radskorpiony, które mieszkają w pobliskiej jaskini i co jakiś czas robią sobie wypady na miasto.

   Katarina - była osobą, która zajmowała się pozdrawianiem podróżnych stojąc u bram miasta - stała się dla mnie prawdziwą kopalnią wiedzy na temat tej spokojnej osady. W trakcie rozmowy z nią dowiedziałam się sporo o mieście i zwyczajach tutejszych ludzi oraz pewnego smutnego faktu, przynajmniej dla mnie, mianowicie tego, iż ludzie mieszkający tutaj są potomkami ludzi zasiedlających Schron 15 ... co oznaczało, że mogę nie znaleźć w nim tego czego szukam. Zwłaszcza, że (jak mi powiedziano) ich krypta została przez kogoś zaatakowana ... "Stary" zdaje się dobrze wiedział w co mnie pakuje.

Seth i Katarina u wrót Shady Sands

   Inną osobą która mogła mi pomóc w mojej krucjacie był Aradesh, burmistrz tego miasteczka. Znalazłam go w domu na południe od bramy, w ostatnim budynku przy murze. Stał wewnątrz, w długich szatach. Już na wstępie sama jego uroda i akcent mogły intrygować. Miał duże wyłupiaste, przymrużone i podpuchnięte oczy, gęste zrośnięte brwi, szpakowaty nos, ciemne zaczesane do tyłu włosy i kolczyk w prawym uchu. Akcent miał również dosyć specyficzny, tak jak większość ludzi w tym miasteczku (co zauważyłam już nieco wcześniej).
   W trakcie rozmowy z nim opowiedział mi ponownie o problemie z radskorpionami, który ich frapował. Był już 2 osobą, która mi o tym wspomniała, a co za tym idzie musiał to być duży problem dla nich. Zaoferowałam swą pomoc ... odpłatnie rzecz jasna, w tych czasach nie stać nikogo na filantropie. Był oczywiście troszkę niepocieszony, ale w końcu się zgodził i kazał ponownie porozmawiać z Sethem i dr. Razlo, który szukał antidotum na jad tych stworzeń.
   Zanim jednak zdecydowałam się ponownie porozmawiać z "szeryfem", postanowiłam poszukać jakiegoś zabezpieczenia ... przecież nie będę sama nadstawiać karku w walce z tymi gadami w jaskini! Na pewno znajdzie się jakiś chętny do pomocy osobnik płci brzydkiej ... jestem przecież kobietą ;). Lecz swoje poszukiwania rozpocznę od jutra. Jestem śpiąca.

Aradesh, burmistrz Shady Sands


16 Grudnia, 2161r.

   Poszukiwania rozpoczęłam od domu Aradesha, ale napotkałam tylko na jego córkę, która po ojcu odziedziczyła śniadą cerę i ciemne rozczochrane włosy. Była to młoda, pełna energii osóbka (tak jakbym widziała siebie sprzed kilku lat). Lecz jej wiek i brak doświadczenia oraz znikoma wiedza o okolicy nie mogły mi się przydać, dlatego ucięłam sobie z nią tylko krótką pogawędkę.

Tandi córka Aradesha

   Dalsze kroki skierowałam w stronę kwatery Ian'a. Osoby, która mogła mi pomóc (jak dowiedziałam się z wcześniejszej rozmowy z Katariną). Jego domostwo znajdowało się zaraz na wschód, pierwsze przy bramie.
   Ian już na pierwszy rzut oka sprawiał wrażenie osoby "światowej", która na pewno conieco wiedziała o dzisiejszym świecie. Mógł być dla mnie bardzo pomocny.

   Wyglądał dość pospolicie jak sądzę, wysokie wojskowe buty, obdarte dżinsy, skórzana kurtka z powycieranymi rękawami.. Miał długie włosy i zawadiacki uśmiech.
   Rozmawiając z nim dowiedziałam się, ze jest ochraniarzem karawan (strzał w 10, pomyślałam sobie), lecz został ranny podczas ataku bandytów na jedną z nich. Zatrzymał się w Shady Sands by opatrzyć rany. Jak się dowiedziałam, podróżował z karawanami od Junktown przez Shady Sands po Hub. Doszłam do wniosku, że będą to dobre miejsca do poszukiwań jeśli nie znajdę w Schronie 15 tego czego szukam.
   W miarę rozmowy wyciągałam z niego coraz to więcej informacji. Każda utwierdzała mnie tylko w przekonaniu, że muszę w jakiś sposób zaciągnąć tego osobnika na poczet swojej krucjaty. Opowiedział mi o Khans'ach zwanych też Raidersami, o Vipers'ach i Jackals'ach. Wszystkie gangi się wzajemnie nienawidziły, rywalizowały o wpływy i wszystkie też najeżdżały Shady Sands (był to drugi problem i kolejna osoba, która znowu mi coś powiedziała na ten temat, warto by to wykorzystać na przyszłość).
   Kiedy zeszliśmy na temat z radskorpionami pomyślałam sobie, że mógłby mi pomóc. I wcale się na nim nie zawiodłam. Miałam już pierwszego kompana w swej wędrówce.

Ian, mój pierwszy kompan w podróży

   Po udanym werbunku na powrót porozmawiałam z Sethem, a ten zabrał mnie do jaskiń ze śmiercionośnymi skorpionami. Byłam nawet lekko podekscytowana na myśl o swoim pierwszym starciu.
   Od wejścia czekały na mnie 2 gady, i gdyby nie Ian, miałabym kłopot by się z nimi sama uporać. Następne 7 czyhało na mnie w dalszych zakamarkach jaskini. Cała bitwa trwała ponad trzy godziny i kosztowała mnie sporo wysiłku, lecz dzięki wrodzonemu sprytowi i nieocenionej pomocy Ian'a wszystko poszło bez większych zgrzytów.

Radskorpiony, brrrr

   Po powrocie do miasta mieszkańcy powitali mnie jak bohaterkę. Radości nie było końca. Ale radością nikt się jeszcze nie najadł, więc skierowałam się do Aradesha po wynagrodzenie. Niestety takowego nie uzyskałam ... sic!

   Ale, ale! zaświtała mi w głowie nowa myśl. Nie odwiedziłam jeszcze w mieście jednej osoby: był to lekarz o imieniu Razlo i chciał coś od radskorpionów. Znalazłam go w domku na południe od bramy, na przeciw siedziby Aradesh'a.
   Jego wygląd nie był adekwatny do inteligencji. Doktor był brudny jak święta ziemia i miał na sobie jakieś łachmany. W rozmowie jednak okazał się osobą nader inteligentną. Dużo wiedział o radskopionach, a swoje nauki pobierał od niejakiego dr. Morbi'a z Junktown (warto, by się na niego powołać jeśli już zawitam do tego miasta). Wydał się nieco urażony moją uwagą, ale próbka żądła i jadu radskorpiona zmieniła jego nastawienie do mnie. Zrobił mi antidotum.

   Zanim jednak opuściłam domostwo doktorka, moją uwagę przykuł pacjent na zapleczu. Był to niejaki Jarvis, brat Seth'a, który to został ranny w ostatnim starciu z radskoprionami. Wydawał się być w opłakanym stanie, a zważywszy na to, iż dysponowałam anitodotum i nie byłam bezduszną istotą, no to ... długo nie myślałam i podałam biedakowi lekarstwo. W mig ozdrowiał i nawet wdał się ze mną w krótką rozmowę. To był koniec drugiego dnia pobytu w Shady Sands. Nazajutrz miałam ruszyć w dalszą drogę.

Ranny Jarvis, brat Seth'a

17 Grudnia, 2161r.

   Cóż to chyba było wszystko co mogłam w tym mieście zrobić i czego mogłam się dowiedzieć. Nim jednak je opuściłam zaglądnęłam jeszcze do wschodniej - rolniczej części miasta. Nie było tam nic nadzwyczajnego, małe poletko uprawne z farmerami. Z jednym nawet zamieniłam słowo ... niejakim Curtisem, jeśli dobrze pamiętam. Temat rozmowy dotyczył zmiany płodostanu i rotacji trójpolowej. Fascynujące. Oprócz upraw były tam jeszcze krowy ... ale nie były to zwyczajne krowy! Miały nie jedną, a dwie głowy. Monstra te były zapewne sprawką radiacji i gdybym je spotkała na otwartej przestrzeni z pewnością bym je ostrzelała.

Brahminy, zmutowane krowy.

   Wizyta w tym miasteczku, chodź przypadkowa i niezamierzona, okazała się pouczająca i niezwykle cenna jeśli chodź o zdobyte doświadczenie o zewnętrznym świecie. Miałam też kompana. Ciekawe co mi jeszcze los zgotuje, skoro to dopiero początek mojej przygody!




19 Grudnia, 2161r.

   Kolejnym miejscem w jakie się udałam, było obozowisko The Khans’ów czy też Raidersów. Sama nie wiem co za licho mnie pokusiło żeby tam iść. Może fakt, że było mi po drodze, a może to, że lubię pomagać ludziom? Tak czy siak będąc słabo uzbrojona i mogąca liczyć tylko na wsparcie Ian'a, nie miałam z nimi za dużych szans w bezpośrednim starciu. Musiałam być więc ostrożna w słowach i czynach. Cóż, nie zaszkodzi zrobić małego rekonesansu prawda ?

Raiders          Khansi

   Miejsce to wyglądało na koczowisko. Jeden większy murowany budynek z czerwonej cegły w centrum, okalany 4 namiotami w których znajdowali się brudni i wynędzniali ludzie. W sumie było ich 5ciu w namiotach i 3 pilnujących wejść. Samodzielnie raczej nie mogliby za wiele zdziałać. Musiał być tutaj ktoś, kto dowodził tą zgrają patałachów. Co więc zrobiłam? Udałam się prosto w paszczę lwa, czyli do głównego budynku. Wewnątrz było 5ciu strażników plus szef i jakieś 2 zdziry. Bilans nie był zachęcający: 14 uzbrojonych i 2 cywili.
   Ciekawość jednak zwyciężyła i zagadałam do ich bosa - Garla. Na pytanie co tutaj robię nie miałam większego wyboru jak odpowiedzieć , iż chcę się do nich przyłączyć. "Jeśli weszłaś między wrony, musisz krakać tak jak one". Wydał się nieco zaskoczony moją odpowiedzią i od razu przygotował mi naprędce mały test. Rozkazał mi zabić te 2 kobiety które uznałam za cywili. Nie miałam wyjścia i musiałam się zgodzić. Albo one, albo ja zginę. I w ten oto sposób stałam się przyjacielem Khansów.

Przeszłam test u Khansów ...

   Całe to zajście trochę mną wstrząsnęło ... zabiłam przecież dwoje ludzi. Nie podobali mi się ci cali Raidersi i postanowiłam przy pierwszej nadarzającej się okazji ich zlikwidować. Teraz nie miałam na to odpowiedniej broni ani ekwipunku.
   Opuściłam czym prędzej ich siedzibę i udałam się na powrót w stronę Schronu 15.


21 Grudnia, 2161r.

   Kiedy dotarłam w końcu do Krypty 15, nie dałam wiary temu co zobaczyłam. Stała tam bowiem jedna chałupka... to było wszystko z pozostałości po tym obszarze! hah pięknie! Na szczęście moje zapiski w Pip-boy'u wskazywały inne wejście. Drabina znajdowała się wewnątrz owej chałupki która nosiła oznaki grabieży ... ślady wskazywały na to, iż stało się to już jakiś czas temu.

Wejście do Schronu 15, sic!

   Plotki które zasłyszałam w Shady Sands zdawały się potwierdzać. Ale nie powstrzymało mnie to i zapuściłam się w dół. Ujrzałam tam to czego sądziłam, że nigdy nie zobaczę. Otóż znajdowały się tam wyważone drzwi które musiały tam leżeć już od jakiegoś czasu, bowiem zdążyły się pokryć rdzą. "Stary #@%(#$(&$(#%&" doskonale wiedział, że nie znajdę tutaj tego po co zostałam wysłana. Poziom adrenaliny mi wzrósł znacznie. Poza tym, także tutaj roiło się od tego piskliwego plugastwa. Rozładowałam na tych szczurach część swoich emocji, ale i tak byłam potwornie wkurzona.

Wywarzone wrota do krypty ...

   No nic... zaczęłam przeszukiwać to co powinno być już do cna ograbione. Jednak ku mojemu zdumieniu w szafce w przedsionku Schronu było nadal 6 rac. To zachęciło mnie do dalszych poszukiwań. Pomyślałam sobie nawet, że może jest cień szansy, iż znajdę tutaj ten przeklęty water chip. W kolejnych szafkach również znajdowałam rozliczne przedmioty, co zaczęło mnie intrygować ... W pewnym momencie, kiedy stanęłam przed miejscem gdzie powinny być drzwi windy, zmroziło mnie. Po prostu takowej tam nie było! Dziura i tyle. Bez liny dalej iść nie mogłam. Pomyślałam, że to dobry pretekst by zawrócić do domu i wygarnąć "Staremu" co on nim sądzę, a przy okazji sprawdzić jak się sprawy mają z naszym małym spiskiem. Tak więc zawróciłam.

Zrójnowany szyb windy

24 Grudnia, 2161r.

   W drodze do domu zatrzymałam się raz jeszcze w Shady Sands by uzupełnić zapasy żywności i rozejrzeć się za liną. Bądź co bądź, nie dawało mi spokoju to co mogło się jeszcze znajdować w tym starym Schronie na wschód.
   Udałam się prosto do Aradesh'a. Ale ten od wejścia zaczął skrzeczeć i coś bełkotać jak szalony. Kiedy się uspokoił, wyjaśnił mi, że jego córka Tandi gdzieś zaginęła. Był zdesperowany i nie wiedział co ma robić. Oczywiście liczył na mą pomoc. Zapytałam, czemu sam się za nią nie rozejrzał, ale tłumaczył się tym, iż jego ludzie nie są wystarczająco wyszkoleni i jak do tej pory zaginęły już 3 patrole. Nie owijał w bawełnę. Zapytana czy się zgadzam pomóc, cóż mogłam rzec ? TAK oczywiście ... ale odwiecznie trzeźwy umysł dostrzegł też, że na tym można ubić interes. I takim sposobem zostałam zaprzęgnięta do poszukiwań Tandi za 500 kapsli.

Pertraktacje z Aradeshem o odbicie Tandi

   Pierwszym miejscem do poszukiwań, jak podejrzewali Aradesh wraz z Seth'em, była siedziba Khanów (lub innego gangu) którzy ich nękali. Nim jednak wyruszyłam w drogę, zagadnęłam jeszcze Seth'a o sprawę z Tandi. Przez przypadek okazało się, że Tandi była jego dziewczyną ;). Wolałam z nim już nie poruszać tematu pieniędzy za odnalezienie jego narzeczonej.


25 Grudnia, 2161r.

Po drodze do Khansów zostałam zaatakowana przez zgraje bandziorów. Ale szybko sobie z nimi poradziłam wraz z Ianem. Łupy po nich były wręcz wymierne do strat w amunicji jakie ponieśliśmy.


26 Grudnia, 2161r.

   Pod wieczór dotarłam do siedziby Khans'ów. Tym razem przyjrzałam się lepiej strażnikom. Większość z nich miała tylko dzidy, a to dawało mi dużą przewagę jeśli doszłoby do siłowego rozwiązania. Poczłapałam do środka i moje obawy się potwierdziły. W jednej z cel siedziała biedna Tandi. Zagadałam ponownie do Garla z chęcią wykupu Tandi, a ten ku mojemu zdumieniu przyjął ofertę. Zhandlował mi ją za jeden karabin myśliwski! Czułam pewien niedosyt ... bowiem obiecałam sobie wcześniej, że wytnę ich do nogi jeśli będę mieć okazję. Taka okazja właśnie się nadarzyła.
   To była chwila ... wyciągnęłam broń i zaczęłam strzelać, Ian również się nie ociągał. W pół godziny później wszyscy leżeli trupem. Hehehe, już nie byłam przyjacielem Khansów.

Tandi warta jeden karabin myśliwski ...          Martwy biedny Garl, był nawet przystojny ...

Chyba wpadłam w jakiś obłęd, bo zaczęło mi się to podobać. Łupy po Raidersach były ogromne, i aby to uczcić pierwszy raz w życiu schlałam się do nieprzytomności.

Zwycięskie trio




27 Grudnia, 2161r.

   Nazajutrz rano męczył mnie potworny kac ... a na uleczenie go miałam tylko iguanę, jakiś owoc i parę butelek booze z wczorajszej libacji.
   Po lekkim podleczeniu udałam się znów do Shady Sands, już wraz z odbitą Tandi. Pod wieczór byliśmy na miejscu, a całe miasto nie posiadało się z radości na widok jedynej córki Aradesh'a. To miasto nie miało już mi nic do zaoferowania i jeszcze tego wieczora udałam się w kierunku macierzystego schronu.

5 Stycznia, 2162r.

   Moja krucjata trwa już dokładnie miesiąc, odkąd opuściłam kryptę. A dziś do niej wracam.

Wrota do krypty ...

   Od razu po wejściu, nie tracąc czasu, porozmawiałam z mymi ludźmi. Ach... spisek nie został odkryty ... jeszcze. Poczłapałam na 3 poziom. "Stary" jak zwykle siedział na "Olimpie" sprawując niepodzielną władzę ... Podczas rozmowy z nim wydało się, że nie chce mi udzielić jakiegokolwiek wsparcia prócz paru dodatkowych magazynków amunicji i stimpaków. O linie czy lepszej broni nie było mowy. Na każde napomknięcie o wyjściu ze schronu reagował tak samo ... czyli dość nerwowo, jakby się bał, że straci stanowisko...

Stary ...

   Uzupełniłam tylko zapasy, wykąpałam się i czas był ruszać w dalszą drogę. Wizyta w krypcie utwierdziła mnie tylko w przekonaniu, że to miejsce nie jest dla mnie ... i chyba czas radzić sobie na własną rękę.

6 Stycznia, 2162r.

   Po raz kolejny stałam na zewnątrz jaskini, tyle że bogatsza o nowe doświadczenia. Ruszyłam tym razem na południe w kierunku miasta Junktown.
   W nocy spotkałam dziwne miejsce ... zwłoki wieśniaka odciśnięte w śladzie potężnego zwierza. To nie mogło być prawdziwe ... nic tak wielkiego nie było w stanie zmutować. A może..?

Tyranozaur ?

11 Stycznia, 2162r.

   Późnym popołudniem dotarłam do tego, hmm, dziwnego miasta. Dziwnego dlatego, że różniło się znacząco od Shady Sands. Było tu ... było tu dużo złomu ... Miasto było zewsząd nim otoczone.

   U wrót stał uzbrojony strażnik, który nie był dość rozmowny. Wspominał tylko coś o mieście Hub - zdaje się że mają z nimi kłopoty.
   Więcej informacji o mieście i obyczajach w nim panujących wyciągnęłam już od "szeryfa" Lars'a, wewnątrz mieściny.

Junktown wejście ...

   W mieście, jak się dowiedziałam, były trzy główne miejsca (czy też ośrodki). Pierwszym z nich był sklep z bronią który prowadził Killian Darkwater (podobno handlował także czym popadnie). Kolejnym było kasyno, którym kierował Gizmo - mafiozo jak mi się zdaje. Można tam było przepuścić wszystkie kapsle. I ostatnie miejsce zwane Skum Pitt, gdzie można się było napić i zabawić.
   Całe miasto wydawało się być dość sprawnie prowadzone i kontrolowane. Miało uzbrojonych strażników i stawiało warty.

   Odnalazłem też w nim niejakiego dr. Morbi'ego, tego samego który udzielał nauk dr. z Shady Sands. Wydał mi się nieco podejrzany. Za samo zbadanie mnie zażądał 10 kapsli ... ciekawe co by zrobił gdybym mu ich nie dała.
   Na zapleczu wypatrzyłam zejście z drabiną... długo się nie zastanawiałam. Na dole znalazłam Bob'a który pracował dla w/w doktorka i handlował wraz z nim ... częściami ludzkiego ciała. Sprowadzali je z Hub w celu zarobkowym i ... do jedzenia.

Krwawy doktorek

   Póki co wolałam na razie zostawić ich w spokoju. Nie chciałam wszczynać rozróby już na wejściu.

   Udałam się do kolejnej części miasta. Po prawej mieścił się sklep Killian'a Darkwater'a. Okazało się, że jest burmistrzem tego miasta (Ian już go znał). Opowiedział mi znowu trochę o mieście i pokazał co ma na handel. Powiem szczerze, że trudno mi było odwrócić od niego wzrok ;) Miał taki intrygujący uśmiech i... a jego głos.. mmm....

Killian          Przystojniaczek

    Po rozmowie z nim doszło do nieoczekiwanego zdarzenia, otóż dokonano zamachu na jego życie. Gdyby nie moja błyskawiczna interwencja mogłoby być groźnie, a tak niedoszły zamachowiec leżał trupem w parę sekund później.

Niedoszły zamachowiec ...

   Tym oto sposobem zostałam na powrót wciągnięta w kolejne miejskie intrygi. Zostałam poproszona o pomoc w dostarczeniu dowodów na to, iż to mafiozo Gizmo zorganizował ten zamach. Zgodziłam się.

   Zanim się jednak udałam z pluskwą pod bluzką do siedziby gangstera, zawitałam do Crash House. Barmanka oszwabiła mnie na 50 kapsli i nie udzieliła żadnej informacji ... Wewnątrz było mnóstwo wolnych pokoi, ale to co mnie zaciekawiło, to duże lokum na końcu korytarza. Pilnowane przez jakąś dziewkę.

Crash House

   Z tego co udało mi się wywiedzieć, był to gang zwący się Skulz. Najlepsze było to, iż był to jedyny gang w mieście, szczycący się tym, że nikt z nimi nie zadziera ... nikt prócz Killian'a (ale on był „cool”). Trudnili się najmowaną pracą u Gizma i rozróbami w Skum Pitt. Ogólnie byli nie groźni.

Skulz

   Ci Skulz to nic innego jak banda dzieciaków, nie mających pojęcia o świecie (heh, tak jakbym ja je miała ? :). Choć ta dziewczynka Scherry z którą prowadziłam pogawędkę miała pewne wątpliwości, co do przynależności do gangu.

   W końcu udałam się do „Casyna” Gizma. Po przekroczeniu progu biura, mym oczom ukazał się żałosny widok. Siedząca za biurkiem góra mięsa niezdolna była pewnie wstać o własnych siłach.

Gangster Gizmo          Opasła śwnia

   Nie musiałam długo czekać by ten cymbał dał się podpuścić i połknął haczyk. Miałam wszystkie dowody nagrane na taśmie.
   Killian gdy to usłyszał, poprosił mnie znowu o przysługę. Tym razem chciał wyrównać rachunki z Gizmem. Było mi to na rękę. Znowu potrenowałam strzelanie.

Crash House

   Po tym wszystkim zdecydowałam dłużej nie mieszać się w sprawy tego dziwnego miasteczka. Musiałam znaleźć linę, bo wciąż męczyło mnie to zejście w Krypcie 15 ...



18 Stycznia, 2162r.

   Narazie był to koniec moich przygód w tym miejscu. W tym celu udałam się do mieściny położonej 2 dni drogi na południe od Junktown, a zwała się ona The Hub.

   Odrazu to co mi się rzuciło w nowym miejscu to to, iż była tu cała masa ludzi. Uwijali się jak w ukropie. Wszedzie karawany i wrzaski naganiaczy. W celu rozeznania się w terenie udałam siędo pobliskich budynków nieopodal wejścia do miasta. W jednym z nich przywitał mnie człowiek który kazał na siebie wołać "Dan the Brahimin Man". Człek ów okazał się oneocenioną kopalnią informacji na temat karawan i "Wielkiej Trójki" - ostatnich 3 największych dostawców na "świecie" ... tia ;).

The Hub

   Nieco dalej spotkałam oficera Deputy Fry z tutejszej policji wraz z obstawą przechadzających się główną arterią "miasta". Także i ten człek zdawał się cierpieć na swoistą tutejszą odmianę manii wielkości, gdyż wypowiadał się o swoim mieście jako największym z ocalałych na wschodnim wybrzeżu.

   Ale do rzeczy... dał mi on pareć cennych wskazówek i informacji dotyczących niejakiego Deckera, który zdawał się stać ością w gardle tutejszym stróżom prawa. Człowiek ten posiadał podobno bar o dzwiecznej nazwie Maltese Falcon i miał być jakoś tajemniczo powiązany z problemami znikających karawan w mieście. Napomknoł tez o biurach gildii handlarzy z "Far Go Traders".

Maltese Falcon

   I to by było na tyle w tej części miasta, spotkałam jeszcze niejakego Gunthera w swym skromnym domostwie, ale on miał mi tylko niewiele więcej do powiedzenia na temat pracy w The Hub i ogólnych stosunków tu panujących.

Dan the Brahmin Man

   Następnym rejonem miasta było Downtown były tu siedziby wszystkich większych kompani handlowych takich jak: Crimson Caravan, Far Go Traders, posterunek policji oraz to co interesowało mnie najbardziej General Store i Guns Store, tutaj też poraz pierwszy usłyszałam o Children of the Catedral - tajemniczej religijnej organizacji, oraz Deathclaw'ach dziwnych i groźnych stworach.

Deputy Fry          Crimson Caravans

   W tej okolicy był też śmieszny człowieczek imieniem Bob który trudnił się sprzedażą iguany na patyku. Tymczasem zaopatrzyłam się w liny w dostatniej ilości i ruszyłam dalej w stronę kolejnej cześći miasta The Heights. Była to niewielka dzielnica z paroma budynkami i kilkoma strażnikami na każym rogu - nie byli oni raczej gościnni - jeden z nich poinformował mnie iż jest to teren niejakiego pana Hightowera i jeśli nie szukam kłopotów to żebym się z tąd zabierała. Tak też zrobiłam póki co ...

Iguana Bob          Hightower

   Udałam się do najbardziej wysuniętej na południe dzielnicy miasta The Hub, znalazłam tam gildie handlującą wodą The Water Merhants, mały szpital i kapliczkę zarazem kultu Children of the Catedral. Postanowiłam nieco bliżej ich poznać i rozejrzeć się po ich zabudowaniach.

   Na pierwsze spytki poszedł chłopiec stojący u wejścia do świątyni i rozdający kwiatki. Po krótkiej konwersacji wyjawił mi iż są wyznawcami Świętego Ognia który żywi i leczy będacych w potrzebie i wszystko niebawem będzie dobre i naprawione ... - zaczeło mi to wyglądać na jakąś chorą sektę i zaczełam być bardziej podejrzliwa.

Children of the Catedral          Children of the Catedral

   Podpytałam trochę doktorka, ale wydawał się tym być w tym wszystkim trochę obojętnym i klepał coś o Świętym Płomieniu z konieczności. Za to szefowa Followersów Jain miała najwyraźniej jakieś kłopoty z uprzejmością i zaraz po tym jak wyrzuciłą mnie ze swojego "biura" obrabowałam ich magazyn do czysta tak aby poprawić sobie humor ;).

Children of the Catedral

   Kolejnym punktem mojej wycieczki po tej części miasta byli Water Merhants - pomyślałam sobie że może mają to czego szukam ... wkońcu nazwa do czegoś zobowiązuje ;). Niestety tymczasem dowiedziałam się od nich, że handlują tylko wodą i nie są w posiadaniu water chipa, za to dali mi cenna wskazówke iż może w mieście o niepokojącej nazwie Necropolis może je mają. Póki co dobiłam z nimi targu w sprawie dostaw zapasów wody do Schronu co dało mi extra 100 dni na poszukiwania uszkodzonej części.

Water Merhants          Water Merhants

   Wróciłam do części handlowej i udałam się do tego omijanego szerokim łukiem baru Maltese Falcon. Uciełam sobie krótką pogadankę z jednym z ludzi Deckera, poczym zaprowadził mnie do swojego szefa - mieli mi do zaoferowania robotę po tym jak zabiłam Gizma w Junktown wieści szybko się rozeszły. Decker próbował mnie namowić abym zamordowała handlarza z dzielnicy Heights (pan Heightower) oraz jego żonę za 3000$. Nie powiem gotówką była kusząca, ale poczucie przyzwoitości było silniejsze i doniosłam na niego do szeryfa - wkrótce później byliśmy już u Deckera wraz z ludzmi szeryfa. Rozprawienie się z głową kryminalnego podziemia było czystą formanlnością i uwinełam się z nim szybciej niż z Gizmem, po chwili Decker leżał już w kałuży krwi wraz z jego zastępcą. Reszta jego ludzi poddała się zaraz po tym jak ich szef umarł.

Decker          Decker

   Bar i Kasyno zarazem Maltese Falcon były do wzięcia ;). Postanowiłam wreszcie rozprawic się również ze Schronem 15 do którego usiłowałem się dostać w celu upewnienia się, czy nie ma tam Water Chipa.

c.d.n.
Pamiętnik Natalii
(Fallout)

I. Przebudzenie
II. Pierwsze kroki
III. Ciemne chmury
IV. Krew i rdza
V. Metropolia

c.d.n.




Autor:

Obsydian
GG: 1358674